Andrzej Iwan

Z Historia Wisły

Andrzej Iwan
Informacje o zawodniku
kraj Polska
urodzony 10.11.1959, Kraków
zmarł 27.12.2022, Kraków
miejsce pochówku Batowice, Kwatera: CCLXXVIII, Rząd: II, Miejsce: 11
wzost/waga 176/76
pozycja napastnik, pomocnik
reprezentacja 29A
sukcesy 3. miejsce MŚ: 1982

3. miejsce Mistrzostwa Europy U-18: 1978
Mistrz Polski: 1978, 1986, 1987, 1988
Mistrz Polski juniorów: 1976

Kariera klubowa
Sezon Drużyna Mecze Gole
Wanda Nowa Huta
1975/76 Wisła Kraków 2 0
1976/77 Wisła Kraków 15(20) 2(6)
1977/78 Wisła Kraków 28(30) 6
1978/79 Wisła Kraków 13(20) 4(6)
1979/80 Wisła Kraków 30(32) 11
1980/81 Wisła Kraków 28(29) 11
1981/82 Wisła Kraków 27(32) 14(15)
1982/83 Wisła Kraków 15(16) 8
1983/84 Wisła Kraków 24(28) 11(13)
1984/85 Wisła Kraków 16(19) 2(5)
1985/86 Górnik Zabrze 24 9
1986/87 Górnik Zabrze 28 9
1987/88 Górnik Zabrze 15 3
1987/88 VfL Bochum 14 2
1988/89 VfL Bochum 16 0
1989/90 Górnik Zabrze 3 0
1989/90 Aris Saloniki 15 0
1990/91 Aris Saloniki 15 2
1991/92 Górnik Zabrze 1 0
1992/93 FC Azzurri
1993/94 FC Pully
1994/95 Kuchnie Izdebnik
1995/96 Kuchnie Izdebnik
W rubryce Mecze/Gole najpierw podana jest statystyka z meczów ligowych, a w nawiasie ze wszystkich meczów oficjalnych.

Andrzej Iwan (ur. 10 listopada 1959 roku, zm. 27 grudnia 2022 roku w Krakowie) – piłkarz, napastnik bądź pomocnik, reprezentant Polski, Mistrz Polski w barwach Wisły w 1978 roku. Ojciec Bartosza Iwana.

Spis treści

Gwiazdy Białej Gwiazdy #27: Ulubieniec, goleador, niespełniony talent? Andrzej Iwan

28-09-2017

Wychowanek Wandy, który szybko przeniósł się do Wisły i stał się jej kluczowym graczem. Reprezentant Polski na dwóch edycjach mundialu i medalista jednego z nich. Piłkarz, który zadebiutował w Białej Gwieździe w wieku 16 lat i 220 dni. Zdobywca mistrzostwa Polski z krakowskim zespołem i spadkowicz zarazem. Zawodnik, który życiorysem mógłby obdzielić kilka osób. Po prostu Andrzej Iwan! Zapraszamy na 27. odcinek cyklu „Gwiazdy Białej Gwiazdy”. Fot. historiawisly.plFot. historiawisly.pl

Statystyki ligowe
Statystyki ligowe
Autograf
Autograf

Andrzej Iwan urodził się 10 listopada 1959 roku w Krakowie. Pierwsze piłkarskie kroki „Ajwen” stawiał w nowohuckiej Wandzie. Początek był bardzo przypadkowy - nastoletni Iwan poszedł z piłką na wagary na jedno z boisk w swojej dzielnicy. Futbolówkę „zakosili” mu jednak starsi bywalcy. Za każdym następnym razem mały Andrzej przychodził na murawę z ojcem. Tak wpadli oni na trenera Mariana Pomorskiego, który zapewnił opiekę i możliwość treningów w Wandzie. Tam „Ajwen” rozwinął się bardzo szybko i już w sezonie 1975/1976 zasilił pierwszy zespół Wisły.

Debiut z kopyta

Na debiut Iwan nie musiał czekać długo. Jako wybijający się junior otrzymał szansę od trenera Aleksandra Brożyniaka w wieku niespełna 17 lat. Pierwsze dwa spotkania „Ajwen” musi wspominać bardzo dobrze - w 27. kolejce sezonu 1975/1976 Biała Gwiazda wygrała z GKS-em Tychy 5:0, a w 29. pokonała Lecha Poznań aż 8:0. W obu spotkaniach Andrzej Iwan wchodził z ławki rezerwowych, gdy wynik był już przesądzony, po jego pojawieniu się jednak za każdym razem Wisła dokładała kolejne gole. Na premierowe bramki młody Wiślak musiał poczekać do rundy wiosennej sezonu 1976/1977. Wtedy to w dwóch kolejnych starciach pokonywał bramkarzy Pogoni Szczecin i Legii Warszawa. Zwłaszcza ta druga bramka należała do szczególnych i pozwoliła pokonać u siebie ekipę z Kazimierzem Deyną w składzie. Również i pierwszy z dwóch hat-tricków przytrafił się Iwanowi w tych rozgrywkach. W Pucharze Ligi „Ajwen” ukłuł Zagłębie Sosnowiec, a Wisła wygrała 5:0. Co ciekawe, krakus w brawach Białej Gwiazdy dwukrotnie pokonywał bramkarzy rywali trzy razy w jednym spotkaniu, a dwa razy ofiarą byli sosnowiczanie.

Doskonała forma Iwana nie mogła ujść uwadze Jacka Gmocha, selekcjonera kadry narodowej. Napastnik Wisły został dostrzeżony w meczach ligowych i powołany na nieoficjalne sparingi przed mistrzostwami świata. W nich „Ajwen” zaprezentował się na tyle dobrze, że pojechał do Argentyny wraz ze znacznie bardziej doświadczonymi kolegami. To właśnie w starciu drugiej kolejki fazy grupowej z Tunezją Andrzej Iwan oficjalnie zadebiutował w reprezentacji. Na tamtym mundialu 18-letni wówczas zawodnik zagrał w jeszcze jednym meczu, przeciwko Meksykowi.

Kadrowe błyski

Na kolejne występy i pierwszego gola Wiślak musiał czekać jeszcze dwa lata. W spotkaniu z Irakiem 20-latek dopełnił dzieła zniszczenia i ustalił wynik na 3:0. Dwa lata później Andrzej Iwan znów znalazł się w szerokiej kadrze na Mistrzostwa Świata w Meksyku. Na nich pograł jednak jeszcze mniej, bo w drugiej potyczce fazy grupowej doznał poważnej kontuzji, która omal nie przerwała jego kariery. Srebrnego medalu za trzecie miejsce nikt jednak nie zabierze. Łącznie w kadrze narodowej „Ajwen” zagrał 29 razy i strzelił 11 bramek, wszystkie w czasach gry w Wiśle. Najlepszym występem w kadrze był bez wątpienia ten z Kolumbią, gdy Iwan w 20 minut skompletował hat-tricka.

Zanim jednak słynący z rozrywkowego trybu życia piłkarz zapisał się w annałach reprezentacyjnych, na ligowych boiskach doprowadził Białą Gwiazdę do upragnionego tytułu. W 1978 roku Wiślacy powtórzyli osiągnięcie z końcówki lat 40-tych i wznieśli w górę mistrzostwo. Sześć bramek Iwana znacznie przyczyniło się do powrotu trofeum na właściwe miejsce. W nagrodę krakowianie zagrali w Pucharze Europy. W nim napastnik wystąpił w pierwszych czterech spotkaniach, natomiast w trakcie pojedynku z Malmö FF musiał pauzować z powodu kontuzji.

Na boisku wzór, poza boiskiem niekoniecznie…

W kolejnych latach Andrzej Iwan zaczął przekraczać barierę 10 goli. Rekordowym osiągnięciem było zdobycie 14 trafień. Warto jednak dodać, że „Ajwen” należał do napastników, którzy notowali także wiele asyst. Być może w klasyfikacji kanadyjskiej Wiślak zajmowałby wyższe lokaty, gdyby nie „pozasportowy” tryb życia, który dogłębnie opisał w wydanej kilka lat temu autobiografii pt. „Spalony”. Mimo wielu barowych anegdot z udziałem Wiślaków „Ajwen” był ulubieńcem publiczności, która była z nim zżyta i gotowa, aby pójść za nim w ogień.

Wielce lubiany i charakterny zawodnik został w Wiśle aż do końca sezonu 1984/1985. Biała Gwiazda sensacyjnie spadła z I ligi i miała spore problemy finansowe. Rozwiązaniem ich okazał się Iwan, który został sprzedany do Górnika Zabrze. Wydawało się, że czasy „Ajwena” już przemijały, jednak śląskie powietrze zdecydowanie służyło napastnikowi spod Wawelu. Szybko stał się boiskowym profesorem, na którym wzorowali się inni zawodnicy. Był to dowód na to, że drzemały w nim nieograniczone możliwości, których nawet w połowie nie wykorzystał. W Zabrzu Andrzej Iwan zdobył trzy mistrzostwa, po czym przeniósł się do VfL Bochum.

Niespełniony talent?

W Niemczech również dostrzeżono olbrzymi potencjał piłkarski rodowitego krakowianina, jednak ten zaledwie po roku powrócił na krótką chwilę do Górnika Zabrze, po czym wyemigrował do Grecji. Tam spędził trzy lata w Arisie Saloniki, po czym zakończył karierę w amatorskich klubach. Kto wie, jak potoczyłyby się losy Andrzeja Iwana, gdyby inaczej pokierował swoim piłkarskim i pozasportowym życiem. Niektórzy uważają, że dzisiaj wspominalibyśmy o Iwanie jako byłym piłkarzu Bayernu, Realu, czy Liverpoolu. My natomiast i tak możemy mówić o nim, jako o gwieździe Białej Gwiazdy.

Jakub Pobożniak

Biuro Prasowe Wisły Kraków

Źródło: wisla.krakow.pl

Wywiady

Wywiad z Andrzejem Iwanem (2006)

29-06-2006

Andrzej Iwan jest jednym z dwóch piłkarzy Wisły Kraków, którzy zagrali reprezentując jej barwy dwa razy w mistrzostwach świata. Były zawodnik Wisły ma więc co opowiadać, a jego opowieść jest bardzo ciekawa. Dziś prezentujemy część pierwszą

Marcin Górski: Jest Pan jednym z dwóch zawodników Wisły, którzy na Mistrzostwa Świta po jechali dwóch razy. Jak udało się to osiągnąć?

Andrzej Iwan: Myślę, że to i tak nie jest liczba taka, która mogłaby mnie zadowolić. Miałem szansę pojechać jeszcze na trzecie mistrzostwa, już jako zawodnik Górnika Zabrze. Złamałem jednak nogę tuż przed końcem sezonu. Tak samo nie mogę być zadowolony z samej liczby występów. Chociaż byłem na dwóch mundialach, to nie pograłem zbyt wiele. W tamtym czasie Wisła miała bardzo dobrych piłkarzy. W 1984 roku było pięciu naszych piłkarzy, w 1978 bodajże czterech plus Marek Kusto, który był świeżo upieczonym zawodnikiem Legii po odejściu z Wisły.

Czy można w takim razie powiedzieć, że to grze w Wiśle zawdzięcza Pan powołania?

Na pewno, bo przecież grałem w Wiśle. Byłem powoływany jako zawodnik Wisły. Głównie jednak te dwa wyjazdy zawdzięczam trenerom, którzy mnie powoływali. Dzięki temu, że grałem w Wiśle, choć byłem młodym zawodnikiem, bo w 1978 byłem najmłodszym zawodnikiem Mistrzostw Świata, zostałem dostrzeżony przez trenera Gmocha i pojechałem.

Wspomniał Pan o tym, że był Pan najmłodszy piłkarzem na mundialu w Argentynie. To chyba taki niezwykły aspekt tamtych mistrzostw?

Tak, na pewno. Samo powołanie na mistrzostwa nie było dla mnie żadna niespodzianką. Powiem więcej, chyba jako pierwszy wiedziałem, że pojadę na te mistrzostwa. Byłem jeszcze w wieku juniora, byłem powoływany do kadry, ale nie mogłem grać w oficjalnych meczach. Ówczesna władza szykowała bardzo mocną reprezentację juniorów na Mistrzostwa Europy, które odbywały się wtedy w Polsce. Ówczesne przepisy nie pozwalały na to, żebym grając w pierwszej reprezentacji mógł grać równocześnie w juniorach. Grałem więc tylko nieoficjalne mecze w reprezentacji. Byłem powoływany już rok wcześniej do pierwszej reprezentacji. Nie zadebiutowałem w niej jednak, bo byłbym spalony na te mistrzostwa juniorów, a wiadomo, jeśli Polska była gospodarzem, władze chciały, żebyśmy osiągnęli sukces. Zajęliśmy wtedy trzecie miejsce, co nie wiem, czy jest5 sukcesem, bo kadrę mieliśmy bardzo mocną. Ja grając w tych mistrzostwach wiedziałem już, ze pojadę także na te mistrzostwa dla dorosłych. Inna sprawa, czy byłem na te mistrzostwa dobrze przygotowany. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że nie. Za mną był ciężki, jak dla młodego chłopaka, sezon ligowy, przedłużony rozgrywkami juniorskimi, także wydaje mi się, że nie byłem optymalnie przygotowany. Może to dlatego zagrałem tak niedużo na tamtych mistrzostwach.

Osiągnięty w 1978 roku wynik, był chyba porażką w porównaniu z trzecim miejscem, które reprezentacja przywiozła cztery lata wcześniej? Jakie były w 1978 roku oczekiwania wobec was?

Wszyscy mieli w pamięci 74 rok i występ po długim czasie na mistrzostwach świata. Oczywiście, po drodze był jeszcze sukces na olimpiadzie, ale to nie było to samo. Na mistrzostwach trzeba było się mierzyć z zawodowcami, a na olimpiadzie wtedy mogli gra c tylko amatorzy. Sukces z 1974 tkwił wiec we wszystkich głowach, zresztą tkwi do teraz. Wtedy ekipa Kazimierza Górskiego rozprawiła się z wieloma super ekipami, co wzbudziło na pewno apetyty. Działo się tak tym bardziej, że niewiele osób z tamtej kadry ubyło. Z pierwszej jedenastki nie pojechali bodajże tylko Gadocha i Maszczyk. Doszli za to młodzi, bardzo zdolni zawodnicy, jak Zbyszek Boniek, Adam Nawałka, czy ja. Głośno może nikt z kibiców nie mówił, jakie są apetyty, ale wilka z lasu wywołał trener Gmoch. Powiedział on wyraźnie, oficjalnie, że jedzie po mistrzostwo świata. Zakończenie mundialu było dla nas i kibiców ogromną porażką. Była to także porażka trenera Gmocha, któremu w ostatniej chwili zabrakło odwagi sprzed mundialu. Chyba było trochę zagubienia przy ustalaniu składów na poszczególne mecze, także na koniec przyszło rozczarowanie.

Czy to, że trener Gmoch powołał tak młodego zawodnika, jak Pan, było jednym z tych odważnych posunięć, o których Pan wspomniał?

Trener Gmoch nie miał za bardzo wyjścia, jeśli chodzi o moja osobę. W tych spotkaniach sparingowych, w których mogłem grać, prezentowałem się bardzo dobrze, strzelałem bramki. Trener Gmoch zresztą sam postanowił mnie ukryć. Powiedzonko o tym, że będę tajną bronią na mistrzostwa, stało się wręcz słynne. Wszystko się jednak trochę pokomplikowało. W pierwszym meczu nie grałem, w drugim wszedłem, dałem dość dobrą zmianę. W trzecim spotkaniu dostałem szansę od początku. Nie zagrałem jakiegoś rewelacyjnego meczu i potem poszedłem w odstawkę. Podobna sytuacja była wtedy ze Zbyszkiem Bońkiem, który też był w świetniej formie, ale trener nie zdecydował się go od początku wystawiać. Wydaje mi się, że trener Gmoch nie miał pewności co do formy niektórych zawodników, albo mylnie ją oceniał. Być może między innymi dlatego stało się tak, że nie walczyliśmy nawet w tym małym finale.

Na ile usprawiedliwieniem dla tego, że nie udało się osiągnąć tego małego finału był fakt, że w drugiej grupie mieliście Brazylię i Argentynę?

Liczyliśmy na to, że zajmiemy przynajmniej drugie miejsce, które da nam szansę gry przynajmniej o brązowy medal. Pierwszy mecz to słynna sprawa z rzutem karnym, którego nie wykorzystał Kaziu Deyna. To spotkanie, choć przegrane, było chyba naszym najlepszym występem w trakcie tamtych mistrzostw, a to na pewno wpłynęło na drużynę. Nawet w tym spotkaniu były jakieś dziwne roszady na poszczególnych pozycjach. Trener Gmoch doszedł do wniosku, ze Argentyńczycy nie grają dobrze głową, za to są szybcy z zwrotni, więc jako stopera wystawił zamiast Jurka Gorgonia Henryka Kasperczyka. Tymczasem pierwszą bramkę dla Argentyny strzelił Kempes właśnie głową. Nie wszystko więc, co trener przewidział, sprawdzało się. Chyba więc zasłużenie te dwie ekipy wyszły z grupy. Argentyna, wiadomo, gospodarzom pomagają nawet ściany, potem osiągnęli mistrzostwo świata. Uważam, ze Brazylia była najlepszą drużyną wtedy. QW 1978 roku mówiło się o rozczarowaniu, teraz jednak, gdy na to patrzę, widzę, że tamte dwie drużyny były od nas lepsze.

Który z systemów rozgrywania mistrzostw świata jest lepszy? Druga grupa czy rozgrywki pucharowe od 1/8 finału?

Oba mają dobre strony, ale i słabe. Wtedy pamiętam, że Argentyńczycy liczyli na lepszy bilans bramek, dlatego z Brazylią grali na remis. Wyglądało to tak, jakby wiedzieli, że jeśli będą potrzebowali wysokiego zwycięstwa, to je osiągną. Tak się rzeczywiście stało. Brazylia wygrała z Polską 3:1, natomiast Argentyńczycy pokonali Peru 6:0, strzelali bramki tak, żeby nie było żadnych wątpliwości. Teraz natomiast rozpoczęcie fazy pucharowej odbija się na poziomie mistrzostw. O ile w fazie grupowej można było zobaczyć kilka naprawdę fajnych meczów, to teraz większość spotkań 1/8 rozczarowała. Niby są dogrywki, karne, więc emocji nie powinno zabraknąć, ale widać, że niektóre zespoły, jak w meczu Szwajcarii z Ukrainą, czekały do tego momentu . To był setnie nudny mecz, widać było, że oba zespoły chcą tylko karnych – Szwajcarzy się na tym przejechali. Stawka, pieniądze paraliżują piłkarzy, a co gorsza, sędziów. Ja po pierwszym tygodniu mundialu byłem wręcz zszokowany dobrym sędziowaniem. Gdy przyszło jednak sędziowanie o stawkę, jest już dużo gorzej.

Cztery lata po 1978 roku znów zakwalifikował się Pan do kadry jadącej na mundial. Czy to coś dało, ze były to już drugie mistrzostwa świata?

Na pewno spokojniej podchodziłem do tej imprezy. Poza doświadczeniem dochodziła jeszcze sytuacja w kraju. Przez pół roku poprzedzające mundial w kraju był stan wojenny. Przez to nasze przygotowania były dziwne. Nie mogliśmy zagrać żadnego meczu z inna reprezentacją, bo rządziła nami junta. Jeśli już, to graliśmy z drużynami klubowymi. Wszystko było niewiadomą, bo nie graliśmy z żadną reprezentacją, nie wiedzieliśmy, na co nas tak naprawdę stać. Jechaliśmy, można powiedzieć, w ciemno. Ja nie odczułem jakiejś specjalnej rywalizacji o miejsce w składzie. Ta ekipa, która wywalczyła awans, była pewna wyjazdu, bo tak nam wcześniej obierał trener Piechniczek. Tu dotrzymał słowa, w przeciwieństwie do tego, co działo się teraz z selekcją przed mundialem w Niemczech. Jeśli chodzi o same mistrzostwa, to najlepiej zapamiętam dużo próśb znajomych o przywiezienie rzeczy potrzebnych do codziennego życia. Ludzie nie mogli się ruszyć z domów, wyjechać za granicę, w trakcie stanu wojennego, więc my w trakcie zgrupowań otrzymywaliśmy niezliczony liczby prezentów typu mydła, szampony. Taktowano nas tak, jakbyśmy się wyrwali z jakiegoś więzienia, a my jako piłkarze tak bardzo tego nie odczuwaliśmy.

W 82 roku tez nie pograł Pan zbyt dużo.

Tak, to była złożona sprawa. Kontuzję mięśnia złapałem już w marcu. Pomimo tego urazu, dość poważnego, grałem praktyczne całą ligę, można powiedzieć, jedną nogą, bez przyspieszenia. To była kontuzja typowo lekkoatletyczna. Przed samym mundialem dostawałem zastrzyki. Lekarz zapewniał mnie, że są to tylko witaminy, tymczasem potem okazało się, że były to blokady. Działo się tak dlatego, że trener Piechniczek bardzo na mnie liczył, byłem w świetnej formie. Chociaż nie byłem w najwyżej formie fizycznej, to w sparingach prezentowałem się dobrze, badania wydolnościowe tez miałem na najwyższym poziomie. Trener nie wyobrażał sobie wtedy reprezentacji beze mnie. Właściwie to już w pierwszym meczu doznałem kontuzji, ale jeszcze nie wyglądało to tak strasznie. Dostałem trzy dni wolnego, do meczu z Kamerunem, znowu dostałem serię zastrzyków. Wychodząc na rozgrzewkę nie czułem bólu, tymczasem okazało się, ze ten miesień targał się, targał, aż wreszcie w 20 minucie meczu z Kamerunem po prosu nie wytrzymał. Dla mnie w tym momencie skończyły się mistrzostwa. Wiąże się z tym jeszcze taka niemiła sprawa, że zamiast wysłać mnie gdzieś od razu do szpitala na miejscu, czy nawet wysłać do Polski, to ja siedziałem miesiąc na miejscu. Miałem miesiąc pięknego urlopu w Hiszpanii, ale odbiło się to potem na długości przerwy w grze. Dopiero po 9 miesiącach wróciłem do gry.

Mówi Pan, że był Pan bardzo ważnym piłkarzem dla trenera Piechniczka. Czy w takim razie z Andrzejem Iwanem w składzie Polska byłaby w stanie wejść do finału?

Ciężko jest powiedzieć. W piłce, jak w życiu, o wszystkim decydują przypadki. Czasami jest 10 sekund, które zadecydują o wszystkim. Różne był teorie. Niektórzy mówili, że to dobrze, że złapałem kontuzję, bo Bońka przesunięto do ataku i dzięki temu gra wyglądała zupełnie inaczej. Niemniej jednak ja przed mistrzostwami czułem się świetnie, jeśli chodzi o przygotowanie fizyczne, tylko tak jak mówię: ta bardzo ważna część ciała, jaką jest dla piłkarza noga, okazała się zbyt słaba. Może to i dobrze, bo przecież mogło być tak, że ja byłbym ciągle niepełnosprawny, trener Piechniczek cały czas stawiałby na mnie, lekarz by mówił, że jestem zdrowy. Wtedy mogłoby skończyć się nawet na fazie grupowej, bo przecież w takich warunkach mogliśmy nie wygrać nawet z Peru. Gdybym był jednak w pełni zdrowy, to jestem przekonany, że nie musielibyśmy czekać do meczu z Peru na pierwszą bramkę w tych mistrzostwach.

Co było po tamtych mistrzostwach mocniejsze: radość z osiągniętego sukcesu, czy żal, nie mógł Pan grać?

Miałem dużo czasu, żeby się oswoić z myślą, że już nie gram, bo kontuzja przytrafiła się już drugim meczu. Na pewno radość z tego medalu mąciła sprawa kontuzji, tym bardziej, że wiedziałem, że kontuzje mięśniowe powinno się operować jak najszybciej . Szczerze mówiąc martwiłem się tym, co się stanie z moją dalszą przygodą z piłką bardziej niż zastanawiałem się nad tym, co dzieje się na mundialu. Dla mnie ważniejsze było moje dalsze życie niż to, co się stanie. Radość oczywiście była wielka, ale jednak bardzo zmącona tymi obawami.

Jadąc na mistrzostwa w 82 spodziewał się pan, że uda się zajść tak daleko?

Myślę, że nikt się nie spodziewał. Oczywiście, mieliśmy bardzo mocnych piłkarzy w swoich szeregach, byli jeszcze ci, którzy grali w 74 roku, jak Grzesiek Lato, czy Władek Żmuda, był znakomity bramkarz, jak był Młynarczyk, najlepszy polski bramkarz tamtego okresu, był wreszcie Zbyszek Boniek – wschodząca gwiazda europejskiego futbolu i wielu innych utalentowanych chłopaków. Tak jak już jednak mówiłem, że do końca nie wiedzieliśmy, na co nas stać. Przeciwników znaliśmy tylko z kaset wideo. Na pewno styl, w jakim zdobyliśmy ten medal nie był tak porywający, jak ten z 74 roku.

Co zadecydowało o tym, że to medal z 1974 roku, a nie wasz, jest owiany tak legendą?

Myślę, że to w głównej mierze właśnie styl, w jakim tamten sukces osiągnięto. Oczywiście był to pierwszy duży sukces polskiej profesjonalnej piłki reprezentacyjnej, ale według mnie styl był ważniejszy. Poza meczem ze Szwecją, w 1974 roku Polska każdy mecz grała bardzo dobrze i co ważniejsze, nowocześnie. Włączający się boczni obrońcy to była nowość, a przecież pamiętamy rajdy Szymanowskiego i Musiała, zresztą Wiślaków. Dodatkowo te mistrzostwa poprzedzał sukces na Wembley. Myślę, że to zadecydowało o tej legendzie.

Gdy w 1974 roku oglądał Pan mistrzostwa, myślał pan, że osiągnie pan w swojej karierze taki sam sukces?

W 74 roku nie miałem jeszcze 15 lat skończonych. Jakby mi ktoś wtedy powiedział, że za cztery lata będę na mundialu, to chyba bym zwariował, albo powiedziałbym tej osobie, że zwariowała. Niemniej jednak już dwa lata później grałem w pierwszej drużynie Wisły i to się stawało coraz bardziej realne. W 1974 roku po zakończeniu każdego meczu Polaków biegało się na boisko szkolne, czy na podwórko i każdy z nas chciał być Szarmachem, Deyną, Grzegorzem Lato. Toczyliśmy jeszcze raz boje Argentyna – Polska, rozgrywaliśmy mecze miedzy szkołami osiedlami. To było coś niesamowitego. Trudno jest opisać słowami to, co się wtedy na bazie sukcesu Polaków wyprawiało. To się nigdy więcej nie powtórzyło, takiej atmosfery już chyba nigdy nie będzie.

Te dwa Mistrzostwa Świata to także dwóch różnych trenerów. Z którym się lepiej współpracowało?

Pierwszy mundial – wiadomo, byłem wniebowzięty, że w ogóle pojechałem. Nawet nie byłem rozczarowany tym, że zagrałem tylko dwa razy, dal tak młodego zawodnika to też było duzym osiągnięciem. Wróciłem więc zadowolony, że przeżyłem ten mundial. W tamtym czasie bardzo podobał mi się styl pracy trenera Gmocha. On był taki zamerykanizowany. Używał wtedy do treningów już fotokomórek, robił różne pomiary – to była rewolucja. Również podejście ze strony psychologicznej, taki trening mentalny, był też no9watorski. Na przykład obrońcy mieszkali osobno, trenowali też osobno i to z trenerem judo, czy karate, żeby nabrać twardości. Zgrupowanie mieliśmy w jednym miejscu, natomiast na treningi jeździliśmy w inne miejsca. To wszystko mi imponowało. Trener Piechniczek natomiast był dla mnie osobą spiętą, mającą zbyt mało luzu, tak go wtedy odbierałem. My, Krakusy, zupełnie inaczej niż on podchodziliśmy do piłki. On był ze Śląska, a większość działaczy pochodziła z warszawy, więc nie było w związku ufności wobec niego. Cały czas patrzono mu na ręce. Zresztą po dwóch zremisowanych meczach na mistrzostwach już zaczynano przymierzać się do zmiany trenera, na trzecie spotkanie był już podobno przygotowany jakiś nowy szkoleniowiec z Warszawy. Ten przewrót jednak się nie udało. Dopiero potem, gdy spotkałem się z trenerem Piechniczkiem grając w Górniku Zabrze zrozumiałem, że on nie mógł sobie pozwolić na ten luz, bo zapewne sam dostałby luz ze stanowiska.

Dlaczego według Pana Mistrzostwa Świata przyciągają tylu fanów, skupiają na sobie uwagę całego świata?

Przede wszystkim odbywają się one raz na cztery lata. Poza tym jest to przegląd tego, co najlepsze w piłce. Impreza ta organizowana jest przez tak wielką i bogatą organizację, jaką jest FIFA. Wszystko organizowane jest z takim rozmachem, jak ten mundial. Wszystko, co związane z piłką, ma miejsce na mistrzostwach świta. To, co mi się nie podoba to zbyt duża ilość drużyn. Te mistrzostwa, gdy występowało 16 zespołów, może 24, to była optymalna liczba. Chociaż poziom piłki się wyrównał, to jednak jest zbyt dużo drużyn, którą chcą na mundialu tylko przeszkadzać.

Na koniec chciałem zapytać, kto według Pana zostanie mistrzem świata?

Myślę, że Brazylia. Udało mi się wytypować wynik meczu Francji z Hiszpanią i wydaje mi się, że Francuzi także w dalszej fazie będą mieli wiele do powiedzenia. To był dla tego zespołu taki mecz na przełamanie. Jestem pod wrażeniem obrony tego zespołu: Sagnol, Gallas, Thuram i Abisal jest to wspaniała formacja. Problem w tym, że następny mecz Francja rozegra z Brazylią i tu jest problem. Nie uważam, że Francja jest na straconej pozycji, niemniej jednak potencjał Brazylia ma największy. Mimo słabej gry Ronaldinho, każdy może tam każdego zastąpić. Grają na pół gwizdka, ale chciałoby się, żeby inne zespoły grały na cały gwizdek, tak jak oni na pół.

Autor: Marcin Górski
Źródło: wisla.krakow.pl

Graliśmy w piłkę, gdzie się dało (2009)

14 listopada 2009

„Inne dyscypliny sportu uprawiają ci, którym nie udało się w piłce” – tak uważa Andrzej Iwan, legendarny piłkarz Białej Gwiazdy. Popularny „Ajwen” był wczoraj gościem specjalnym wieczoru wspomnień, zorganizowanego w Szkole Aspirantów Państwowej Straży Pożarnej w Krakowie. Impreza odbyła się z okazji odbywających się w siedzibie nowohuckiej szkoły XV Halowych Mistrzostw Polski Piątek Strażackich. Strażacy z zapartym tchem słuchali opowieści Andrzeja, który – odpowiadając na pytania prowadzącego spotkanie Jerzego Fedorowicza – to rozweselał ich swoimi barwnymi opowieściami, to znowuż pobudzał do refleksji. „Ajwen” mówił między innymi o:

O SWOICH POCZĄTKACH

Nie było co robić, nie było komputerów, innych rozrywek. Graliśmy w piłę gdzie się dało. Pierwszą piłką, którą dostałem na komunię, poszedłem zagrać na prawdziwym boisku, na Wandę. Niestety, starsi kumple „skroili” mi piłkę. Później szukałem jej bez skutku. Ponieważ piłka kosztowała wtedy 320 zł (był to bardzo duży wydatek), ojciec starał się ją odzyskać. Nie udało mu się, ale trafił na trenera młodzieży w Wandzie. Ponieważ nie miałem już swojej piłki, a chciałem grać, zapisał mnie na treningi. I tak zacząłem.

O JEDNYM MECZU W WANDZIE

W drużynie seniorów Wandy zagrałem tylko jeden mecz. Więcej nie zdążyłem, bo w wieku 16 lat przeszedłem do Wisły i zadebiutowałem w lidze.

O PRZEJŚCIU DO WISŁY

Podążałem przetartym szlakiem. Wcześniej z Wandy do Wisły przeszli inni wychowankowie trenera Pomorskiego, tacy jak bracia Stolczykowie czy Jerzy Płonka.

O PIERWSZYCH TRENINGACH W WIŚLE

Moi nowi koledzy w szatni w ogóle mnie nie zauważyli. Z prostej przyczyny. Na pierwsze treningi bałem się iść. Poszedłem na wagary. Wstydziłem się. Miałem podać rękę Szymanowskiemu, Kapce, Musiałowi, Maculewiczowi. Dla mnie to był szok, po prostu się bałem. Aż w końcu przysłali po mnie radiowóz. Pułkownik Snopkowski przyjechał po mnie radiowozem i zawieźli mnie na trening. Lało strasznie, gorzej niż teraz przez ostatnie dni, błoto było po kostki. A ja w trampkokorkach. Trochę więc jeździłem po – nazwijmy to – płycie boiska. A starsi koledzy, jak to starsi koledzy. Mówili między sobą, że nowy talent jakiś przywieźli do klubu, co się na nogach utrzymać nie może.

O BLOKOWANIU GRY W PIERWSZEJ REPREZENTACJI

Pierwsze powołanie do kadry dostałem, jak miałem 17 lat. Nie mogłem jednak grać w oficjalnych meczach. Chodziło o to, że w roku 1978, tuż przed mistrzostwami świata w Argentynie, Polska była organizatorem turnieju o mistrzostwo Europy juniorów. Przepisy mówiły wtedy, że zawodnik, który rozegra mecz w seniorach, nie może grać w juniorach. Tak więc blokowano mi grę w pierwszej reprezentacji. Sytuacja była więc dziwna. Przez rok jeździłem na zgrupowania pierwszej reprezentacji, ale grałem w drużynie juniorów.

O NAJMŁODSZYM UCZESTNIKU MISTRZOSTW ŚWIATA

W reprezentacji zadebiutowałem na mistrzostwach świata w Argentynie, w meczu z Tunezją. Potem zagrałem jeszcze z Meksykiem i na tym zakończył się mój udział w mistrzostwach. Ale i tak byłem bardzo zadowolony. Byłem przecież najmłodszym uczestnikiem imprezy.

O NIEWYKORZYSTANEJ SZANSIE W ARGENTYNIE

Podczas mistrzostw świata w Argentynie w 1978 roku mieliśmy drużynę teoretycznie lepszą niż cztery lata wcześniej. Trener Gmoch się jednak chyba trochę pogubił. Na przykład przed meczem z Argentyną posadził na ławce Jurka Gorgonia, twierdząc, że Argentyńczycy są mali i słabo grają głową, więc Heniu Kasperczak będzie grał na stoperze. No i pierwszą bramkę dostaliśmy głową (strzelił Kempes).

O KARNYM DEYNY W MECZU Z ARGENTYNĄ

Po bramce dla Argentyny graliśmy coraz lepiej. Mieliśmy przewagę. Wywalczyliśmy karnego. Do strzelania wyznaczony był Kaziu Deyna. Boniek podszedł do Deyny i spytał, a właściwie to nawet nie spytał, tylko zaproponował – Kaziu, jak się boisz, to ja uderzę. Trochę to chyba Kazia zdeprymowało, bo strzelił tak jak strzelił (słabo, wprost w ręce Fillola). Miało to dla niego poważne konsekwencje. Wszędzie w Polsce, oprócz Warszawy, był potem straszliwie wygwizdywany.

O FINALE PUCHARU POLSKI Z LECHEM

W 1984 roku graliśmy w Warszawie finał Pucharu Polski z Lechem. Występowaliśmy wtedy w koszulkach z reklamą Alvorada Cafe. Byliśmy pierwszym polskim klubem, który miał reklamy na koszulkach. Na meczu obecne były najwyższe czynniki MSW. W przerwie dostaliśmy polecenie od naszego szefostwa, że musimy zmienić koszulki, bo nie możemy grać wspierani przez siły imperialistyczne.

O GRZE LEWĄ NOGĄ

Kiedyś złapałem kontuzję prawej nogi. Przez pół roku nie mogłem nią uderzać. Mogłem normalnie biegać, ale strzelać mogłem tylko lewą nogą. Umiałem wcześniej się nią posługiwać, ale dopiero wtedy tak naprawdę ją dopracowałem.

O ZAROBKACH W VFL BOCHUM

Nieważne ile zarabiałem. I tak wszystko straciłem.

O BRAMCE STRZELONEJ HISZPANOM

W roku 1980 graliśmy wyjazdowy mecz z Hiszpanią. Do 89 minuty prowadziliśmy 1:0. Wtedy Hiszpanie wyrównali. Juanito szybko zabrał piłkę z naszej bramki i pobiegł z nią na środek. Chcieli nam po prostu jak najszybciej odebrać piłkę i strzelić zwycięską bramkę. Ale zanim nam piłkę odebrali, strzeliłem im gola. Wyszła nam z Krzyśkiem Adamczykiem ładna, dwójkowa akcja.

O GÓRNIKU ZABRZE

Mam dużą sympatię do Górnika. Dwa i pół roku tam przecież grałem, zostałem trzy razy mistrzem Polski. Jednak mimo wszystko sentyment do Wisły mam dużo większy. Choć muszę przyznać, że organizacyjnie Wisłę od Górnika dzieliła wtedy przepaść. Na korzyść Górnika. Ale oczywiście nie narzekam na czasy, gdy grałem w Wiśle.

O PRAWDZIWEJ WIŚLE

W moich czasach na dwudziestu zawodników dziewiętnastu było z Krakowa, a jeden z Żywca (Marek Motyka). Dlatego mamy teraz najmocniejszą drużynę oldbojów. Nikt się prawie nie wyprowadził z Krakowa i jak się trzeba skrzyknąć, to wszyscy jesteśmy na miejscu. Taka Legia na przykład musiałaby zbierać oldbojów po całej Polsce.

O WSPÓŁCZESNYM „SZKOLENIU” PIŁKARSKIM

Za moich czasów do klubu przychodzili chłopcy, którzy już coś umieli. Teraz tatuś przywiezie wypasioną bryką grubaska takiego (na pierwszy rzut oka widać, że się nie nadaje) i mówi do trenera – zrób pan z niego piłkarza. A trener odpowiada – oczywiście, że zrobię... Jak pan będzie sponsorował...

Podczas wczorajszej imprezy strażacy mogli również zapoznać się z niespotykaną kolekcją koszulek piłkarskich. Owen, Roberto Carlos, Ronaldo, Roberto Baggio – to tylko niektóre z wielkich nazwisk, których sportową garderobę mogliśmy wczoraj podziwiać. Właściciel zbioru Marek Konieczny zaprezentował oczywiście także wiślacką koszulkę z lat siedemdziesiątych z numerem 7. Pomimo namów, jej ówczesny posiadacz nie zdecydował się na ponowną jej przymiarkę.

Imprezę zakończył konkurs strzałów do specjalnie przygotowanej bramki. Zabawa była przednia, a zwycięzcy otrzymali w nagrodę wiślackie wydawnictwa jubileuszowe.

Źródło: tswisla.pl

"Spalony", Autobiografia Andrzeja Iwana

Historia występów w barwach Wisły Kraków

Podział na sezony:

Sezon Rozgrywki M 0-90 grafika:Zk.jpg grafika:Cz.jpg
1975/1976 Ekstraklasa 2     2      
1976/1977 Ekstraklasa 15 9 4 2 2 1  
1976/1977 Puchar Ligi 4 2 2   4    
1976/1977 Puchar Polski 1   1        
1977/1978 Ekstraklasa 28 26 2   6    
1977/1978 Puchar Polski 2 1 1        
1978/1979 Ekstraklasa 13 10 2 1 4    
1978/1979 Puchar Europy 4 3 1        
1978/1979 Puchar Polski 2 2     2    
1979/1980 Ekstraklasa 30 26 4   11    
1979/1980 Puchar Polski 2 2          
1980/1981 Ekstraklasa 28 24 4   11    
1980/1981 Puchar Polski 1 1          
1981/1982 Ekstraklasa 27 26 1   14    
1981/1982 Puchar Polski 3 3     1    
1981/1982 Puchar UEFA 2 2          
1982/1983 Ekstraklasa 15 12 3   8    
1982/1983 Puchar Polski 1 1          
1983/1984 Ekstraklasa 24 20 3 1 11    
1983/1984 Puchar Polski 4 4     2    
1984/1985 Ekstraklasa 16 13 3   2 1  
1984/1985 Puchar Zdobywców 3 3     3    
Razem Ekstraklasa (I) 198 166 26 6 69 2  
Puchar Polski (PP) 16 14 2   5    
Puchar Europy (PE) 4 3 1        
Puchar Ligi (PL) 4 2 2   4    
Puchar Zdobywców (PZ) 3 3     3    
Puchar UEFA (PU) 2 2          
RAZEM 227 190 31 6 81 2  


Lista wszystkich spotkań:

Ilość Roz. Data Miejsce Przeciwnik Wyn. Zm. B K
1. (1)I1976.05.19DomGKS Tychy5-0  
2. (1)I1976.05.30DomLech Poznań8-0  
3. (2)I1976.11.20DomWidzew Łódź0-1  
4. (1)PP1976.11.24WyjazdOlimpia Elbląg1-0  
5. (3)I1976.11.27WyjazdGórnik Zabrze1-0  
6. (4)I1976.12.05DomŚląsk Wrocław5-0  
7. (5)I1977.02.27WyjazdPogoń Szczecin1-2  
8. (6)I1977.03.05DomLegia Warszawa3-1 grafika:Zk.jpg
9. (7)I1977.03.26WyjazdLech Poznań1-2   
10. (8)I1977.03.30DomArka Gdynia1-0   
11. (10)I1977.04.02WyjazdŁKS Łódź0-2   
12. (11)I1977.04.20WyjazdOdra Opole0-2   
13. (12)I1977.05.04WyjazdŚląsk Wrocław0-2   
14. (13)I1977.05.07DomSzombierki Bytom3-1  
15. (14)I1977.05.10WyjazdRuch Chorzów1-0  
16. (15)I1977.05.18DomStal Mielec1-1   
17. (16)I1977.05.22WyjazdWidzew Łódź0-1  
18. (17)I1977.05.25DomGórnik Zabrze0-1   
19. (1)PL1977.05.28WyjazdROW Rybnik5-0 
20. (2)PL1977.06.04DomZagłębie Sosnowiec5-0  
21. (3)PL1977.06.09WyjazdGórnik Zabrze5-4  
22. (4)PL1977.06.12WyjazdWidzew Łódź1-2   
23. (18)I1977.07.23DomStal Mielec1-0   
24. (19)I1977.07.30WyjazdGórnik Zabrze3-2  
25. (20)I1977.08.03WyjazdWidzew Łódź1-0   
26. (21)I1977.08.07DomLegia Warszawa2-1   
27. (22)I1977.08.14WyjazdZawisza Bydgoszcz2-1  
28. (23)I1977.08.27WyjazdZagłębie Sosnowiec0-0   
29. (24)I1977.08.31DomŚląsk Wrocław2-0   
30. (25)I1977.09.11DomŁKS Łódź1-1  
31. (26)I1977.09.24WyjazdPogoń Szczecin1-0   
32. (2)PP1977.09.27WyjazdGKS Tychy0-0  
33. (27)I1977.10.12WyjazdSzombierki Bytom0-0   
34. (28)I1977.10.16DomPolonia Bytom0-0   
35. (29)I1977.10.19DomRuch Chorzów1-1   
36. (30)I1977.11.01WyjazdLech Poznań0-0   
37. (31)I1977.11.06WyjazdArka Gdynia2-2   
38. (32)I1977.11.16WyjazdStal Mielec1-1  
39. (33)I1977.11.20DomGórnik Zabrze0-0   
40. (34)I1977.11.26DomWidzew Łódź1-1   
41. (35)I1977.12.04WyjazdLegia Warszawa0-2   
42. (36)I1978.02.26DomZawisza Bydgoszcz2-1 
43. (3)PP1978.03.01DomLech Poznań1-3   
44. (37)I1978.03.05WyjazdPolonia Bytom1-1  
45. (38)I1978.03.09DomZagłębie Sosnowiec1-0  
46. (39)I1978.03.12WyjazdŚląsk Wrocław1-3   
47. (40)I1978.03.19DomLech Poznań1-1   
48. (41)I1978.03.26WyjazdŁKS Łódź0-0   
49. (42)I1978.03.30DomPogoń Szczecin2-0   
50. (43)I1978.04.16WyjazdOdra Opole0-1   
51. (44)I1978.04.19DomSzombierki Bytom4-0   
52. (45)I1978.04.29WyjazdRuch Chorzów0-2   
53. (46)I1978.07.29DomRuch Chorzów3-1  
54. (47)I1978.08.02WyjazdLegia Warszawa0-0   
55. (48)I1978.08.06DomSzombierki Bytom1-1   
56. (49)I1978.08.09WyjazdOdra Opole0-0   
57. (50)I1978.08.12WyjazdWidzew Łódź1-2   
58. (51)I1978.08.16DomŚląsk Wrocław0-1   
59. (52)I1978.08.20DomStal Mielec3-0  
60. (53)I1978.09.09DomPogoń Szczecin4-0  
61. (1)PE1978.09.13WyjazdClub Brugge1-2   
62. (2)PE1978.09.27DomClub Brugge3-1  
63. (54)I1978.10.01DomGwardia Warszawa3-1  
64. (55)I1978.10.14WyjazdPolonia Bytom0-1   
65. (3)PE1978.10.18WyjazdZbrojovka Brno2-2   
66. (4)PP1978.10.22DomPogoń Szczecin2-1  
67. (4)PE1978.11.01DomZbrojovka Brno1-1   
68. (56)I1978.11.05WyjazdZagłębie Sosnowiec0-1   
69. (57)I1978.11.19DomLech Poznań4-1  
70. (58)I1978.11.22WyjazdArka Gdynia2-4   
71. (5)PP1978.11.26WyjazdLechia Gdańsk2-1   
72. (59)I1979.07.28DomSzombierki Bytom4-0  
73. (60)I1979.08.01WyjazdArka Gdynia1-2  
74. (61)I1979.08.05DomŁKS Łódź2-1   
75. (62)I1979.08.11WyjazdŚląsk Wrocław0-1   
76. (63)I1979.08.15DomLegia Warszawa2-3   
77. (64)I1979.08.25DomGKS Katowice3-0  
78. (65)I1979.09.01WyjazdGórnik Zabrze0-2   
79. (66)I1979.09.05DomRuch Chorzów3-0  
80. (67)I1979.09.16WyjazdPolonia Bytom2-2   
81. (6)PP1979.09.30WyjazdStal Nowa Dęba0-0   
82. (68)I1979.10.06DomZawisza Bydgoszcz3-2   
83. (69)I1979.10.20WyjazdWidzew Łódź2-0   
84. (60)I1979.11.04DomLech Poznań5-1   
85. (7)PP1979.11.07WyjazdLech Poznań0-1   
86. (71)I1979.11.18WyjazdStal Mielec0-2   
87. (72)I1979.11.24DomOdra Opole1-0   
88. (73)I1979.12.02WyjazdZagłębie Sosnowiec1-3   
89. (74)I1980.03.09WyjazdSzombierki Bytom1-1   
90. (75)I1980.03.15DomArka Gdynia2-1   
91. (76)I1980.03.22WyjazdŁKS Łódź1-2  
92. (77)I1980.03.29DomŚląsk Wrocław1-0   
93. (78)I1980.04.05WyjazdLegia Warszawa0-2   
94. (79)I1980.04.12WyjazdGKS Katowice1-1  
95. (80)I1980.04.23DomGórnik Zabrze4-0   
96. (81)I1980.04.30WyjazdRuch Chorzów1-2  
97. (82)I1980.05.04DomPolonia Bytom4-0  
98. (83)I1980.05.08WyjazdZawisza Bydgoszcz2-3  
99. (84)I1980.05.18DomWidzew Łódź6-3  
100. (85)I1980.05.24WyjazdLech Poznań0-2   
101. (86)I1980.06.04DomStal Mielec0-0   
102. (87)I1980.06.07WyjazdOdra Opole4-0 
103. (88)I1980.06.15DomZagłębie Sosnowiec2-1 
104. (89)I1980.08.16WyjazdRuch Chorzów1-2 
105. (90)I1980.08.23DomŚląsk Wrocław2-1   
106. (91)I1980.08.27DomZagłębie Sosnowiec0-0   
107. (92)I1980.08.31WyjazdSzombierki Bytom1-3   
108. (93)I1980.09.06DomLech Poznań3-1   
109. (8)PP1980.09.09WyjazdStal Stalowa Wola0-1   
110. (94)I1980.09.14WyjazdZawisza Bydgoszcz0-1   
111. (95)I1980.09.27DomOdra Opole1-0  
112. (96)I1980.10.19WyjazdBałtyk Gdynia0-1  
113. (97)I1980.10.25DomŁKS Łódź4-0  
114. (98)I1980.10.29WyjazdWidzew Łódź1-1  
115. (99)I1980.11.02DomStal Mielec2-0  
116. (100)I1980.11.15WyjazdMotor Lublin5-1   
117. (101)I1980.11.22DomGórnik Zabrze0-0   
118. (102)I1981.03.14DomRuch Chorzów4-1   
119. (103)I1981.03.21WyjazdŚląsk Wrocław0-1   
120. (104)I1981.03.28WyjazdZagłębie Sosnowiec2-1  
121. (105)I1981.04.01DomSzombierki Bytom3-2  
122. (106)I1981.04.05WyjazdLech Poznań0-2   
123. (107)I1981.04.11DomZawisza Bydgoszcz2-0   
124. (108)I1981.04.18WyjazdOdra Opole3-0 
125. (109)I1981.05.06DomLegia Warszawa1-1   
126. (110)I1981.05.10WyjazdArka Gdynia2-0   
127. (111)I1981.05.16DomBałtyk Gdynia1-1   
128. (112)I1981.05.27WyjazdŁKS Łódź0-1   
129. (113)I1981.06.03DomWidzew Łódź3-2  
130. (114)I1981.06.07WyjazdStal Mielec3-5   
131. (115)I1981.06.10DomMotor Lublin3-0  
132. (116)I1981.06.14WyjazdGórnik Zabrze1-1   
133. (117)I1981.08.08WyjazdGwardia Warszawa2-2   
134. (118)I1981.08.15DomArka Gdynia3-0  
135. (119)I1981.08.22WyjazdRuch Chorzów1-2   
136. (120)I1981.08.26DomWidzew Łódź1-1   
137. (121)I1981.08.29WyjazdGórnik Zabrze0-3   
138. (122)I1981.09.05DomStal Mielec1-1   
139. (123)I1981.09.12WyjazdMotor Lublin1-1  
140. (1)PU1981.09.16WyjazdMalmo FF Malmo0-2   
141. (2)PU1981.09.30DomMalmo FF Malmo1-3   
142. (124)I1981.10.14WyjazdZagłębie Sosnowiec0-0   
143. (125)I1981.10.17DomŁKS Łódź1-0  
144. (9)PP1981.10.21WyjazdChrobry Głogów2-0  
145. (126)I1981.10.24WyjazdLech Poznań1-2   
146. (127)I1981.11.07DomSzombierki Bytom1-0 
147. (128)I1981.11.22WyjazdPogoń Szczecin2-3  
148. (10)PP1981.11.25WyjazdStal Rzeszów2-0   
149. (129)I1981.11.29DomŚląsk Wrocław0-0   
150. (11)PP1981.12.05WyjazdPogoń Szczecin1-2   
151. (130)I1982.03.07DomGwardia Warszawa6-1  
152. (131)I1982.03.14WyjazdArka Gdynia0-0   
153. (132)I1982.03.20DomRuch Chorzów1-1   
154. (133)I1982.03.24WyjazdWidzew Łódź0-2   
155. (134)I1982.03.27DomGórnik Zabrze1-1   
156. (135)I1982.03.31WyjazdStal Mielec0-1   
157. (136)I1982.04.03DomMotor Lublin5-1  
158. (137)I1982.04.07DomLegia Warszawa1-2  
159. (138)I1982.04.14DomZagłębie Sosnowiec1-1  
160. (139)I1982.04.17WyjazdŁKS Łódź2-0  
161. (140)I1982.04.24DomLech Poznań3-1   
162. (141)I1982.04.28WyjazdSzombierki Bytom1-1  
163. (142)I1982.05.01DomPogoń Szczecin1-2   
164. (143)I1982.05.09WyjazdŚląsk Wrocław1-0   
165. (144)I1983.03.13DomSzombierki Bytom3-1 
166. (12)PP1983.03.16WyjazdPiast Gliwice0-1   
167. (145)I1983.03.19WyjazdGórnik Zabrze3-1 
168. (146)I1983.03.27DomŚląsk Wrocław3-1  
169. (147)I1983.04.02WyjazdPogoń Szczecin0-3   
170. (148)I1983.04.10DomWidzew Łódź1-1  
171. (149)I1983.04.23WyjazdCracovia Kraków1-2   
172. (150)I1983.04.27DomGwardia Warszawa1-1  
173. (151)I1983.05.07WyjazdZagłębie Sosnowiec1-1  
174. (152)I1983.05.11DomStal Mielec0-1   
175. (153)I1983.05.28WyjazdBałtyk Gdynia0-1   
176. (154)I1983.06.01DomLech Poznań6-0   
177. (155)I1983.06.04WyjazdŁKS Łódź2-2  
178. (156)I1983.06.12DomRuch Chorzów2-1   
179. (157)I1983.06.15DomLegia Warszawa4-3  
180. (158)I1983.06.19WyjazdGKS Katowice3-1   
181. (159)I1983.08.07WyjazdLech Poznań0-1   
182. (160)I1983.08.13DomCracovia Kraków0-0   
183. (161)I1983.08.17WyjazdGórnik Wałbrzych1-5  
184. (162)I1983.08.21DomGórnik Zabrze2-2   
185. (163)I1983.08.27WyjazdŁKS Łódź0-1   
186. (164)I1983.09.10WyjazdGKS Katowice2-5  
187. (165)I1983.09.13DomRuch Chorzów1-1 
188. (166)I1983.09.24WyjazdLegia Warszawa2-4  
189. (167)I1983.10.01WyjazdŚląsk Wrocław2-3  
190. (168)I1983.10.12DomSzombierki Bytom2-0   
191. (169)I1983.10.16WyjazdWidzew Łódź2-4  
192. (170)I1983.10.22DomBałtyk Gdynia1-0   
193. (171)I1983.11.05WyjazdZagłębie Sosnowiec4-1  
194. (172)I1983.11.12DomMotor Lublin0-0   
195. (13)PP1983.11.27DomGórnik Knurów3-2  
196. (173)I1984.03.10DomLech Poznań0-0  
197. (14)PP1984.03.14DomStal Mielec0-0   
198. (174)I1984.03.18WyjazdCracovia Kraków0-0   
199. (175)I1984.03.24DomGórnik Wałbrzych1-0   
200. (176)I1984.05.09DomLegia Warszawa0-1   
201. (177)I1984.05.12DomŚląsk Wrocław3-1  
202. (15)PP1984.05.16WyjazdStal Mielec2-0  
203. (178)I1984.05.19WyjazdSzombierki Bytom0-0   
204. (179)I1984.05.27DomWidzew Łódź1-1   
205. (180)I1984.06.02WyjazdBałtyk Gdynia0-0   
206. (181)I1984.06.10DomZagłębie Sosnowiec0-1   
207. (182)I1984.06.13WyjazdMotor Lublin2-1 
208. (16)PP1984.06.19WyjazdLech Poznań0-3   
209. (183)I1984.09.01DomRuch Chorzów0-1  
210. (184)I1984.09.29WyjazdWidzew Łódź1-1  
211. (1)PZ1984.10.03WyjazdIBV Vestmann3-1  
212. (185)I1984.10.07DomGKS Katowice2-2   
213. (186)I1984.10.21WyjazdMotor Lublin0-0  grafika:Zk.jpg
214. (2)PZ1984.10.24WyjazdFortuna Sittard0-2   
215. (3)PZ1984.11.07DomFortuna Sittard2-1  
216. (187)I1984.11.25WyjazdBałtyk Gdynia0-2   
217. (188)I1985.03.09WyjazdŁKS Łódź0-0   
218. (189)I1985.03.17DomZagłębie Sosnowiec1-0  
219. (190)I1985.03.23WyjazdPogoń Szczecin1-0  
220. (191)I1985.03.30DomLech Poznań0-2  
221. (192)I1985.04.06WyjazdRuch Chorzów0-1   
222. (193)I1985.04.14WyjazdLegia Warszawa2-0   
223. (194)I1985.04.20DomRadomiak Radom0-2   
224. (195)I1985.05.04WyjazdLechia Gdańsk0-2   
225. (196)I1985.05.09DomWidzew Łódź0-0   
226. (197)I1985.05.23WyjazdGKS Katowice0-1   
227. (198)I1985.06.05DomMotor Lublin0-3   

Mecze w Reprezentacji Polski

Pogrubiono występy Iwana jako Wiślaka.

Reprezentacyjna Galeria

Kącik poetycki

Reakcja Pelego


Gdy ujrzał strzał z woleja Andrzeja Iwana
Zaklaskał, i z zachwytu padł na kolana.

— Dariusz Zastawny, Stuletnia nasza historia, czyli Wisła Kraków, Biała Gwiazda w słów orszaku i obrazkach



Andrzeja Iwana

tak słuchała piłka,
że za bramą brama,
choć słabości kilka.

Paweł Kękuś


Powrót legend

Projekt - Powrót Legend Wisły Kraków

Ogromny talent – Andrzej Iwan

23-04-2012 11:24

Legendą powracającą na stadion Wisły Kraków, której nie może zabraknąć pośród honorowanych piłkarzy, jest znakomity środkowy napastnik, reprezentant Polski – Andrzej Iwan.

Legendarny napastnik Białej Gwiazdy urodził się 10 listopada 1959 roku w Krakowie. Pierwsze kroki stawiał w Wandzie Kraków, gdzie został zauważony przez włodarzy Wisły, którzy zapragnęli mieć zdolnego siedemnastolatka w swojej drużynie. W 1976 roku wraz z kolegami z zespołu z Reymonta wywalczył tytuł mistrza Polski juniorów.

Dwa lata później był już podstawowym graczem pierwszej drużyny Wisły. Wówczas Biała Gwiazda została najlepszym zespołem w kraju, wyprzedzając Śląsk Wrocław. W roku 1979 oraz 1984 występował z Wisłą w finałach Pucharu Polski.

Andrzej Iwan miał wszystkie cechy niezbędne dla środkowego napastnika. Cechowała go nienaganna technika, potężny strzał, imponująca szybkość i przyspieszenie. Ponadto był zawodnikiem niezwykle walecznym i nieustępliwym w walce na boisku. Z białą gwiazdą na pierwsi występował od 1976 roku do 1985, zaliczając 198 występów i gromadząc 69 trafień.

W roku 1985 zasilił zespół Górnika Zabrze, z którym wywalczył trzy tytuły mistrzowskie w ciągu trzech sezonów. Trzy lata później ponownie zmienił otoczenie, tym razem opuszczając kraj. Popularny „Ajwen” przeniósł się na zaledwie jeden sezon do niemieckiego VfL Bochum. W 1989 roku powrócił do Zabrza po to, aby tym razem zostać zawodnikiem Arisu Saloniki. Po dwóch latach gry w Grecji kolejnym przystankiem w jego karierze były szwajcarskie kluby – FC Azzurri i FC Pully. Karierę piłkarską zakończył w 1994 roku w zespole Kuchnie Izdebnik.

Andrzej Iwan w rozgrywkach na najwyższym szczeblu w Polsce wystąpił 270 razy zaliczając 90 trafień. Na arenie międzynarodowej rozegrał 17 spotkań, strzelając cztery gole.

„Ajwen” jako gracz kadry narodowej do lat 18 zdobył brązowy medal nieoficjalnych Mistrzostw Europy w 1978 roku. Pierwszy występ w seniorskiej reprezentacji zaliczył jeszcze w tym samym roku podczas Mistrzostw Świata w Argentynie w meczu z Tunezją. Wówczas nie udało mu się przekonać do siebie trenera, zostając tylko graczem rezerwowym.

Cztery lata później, w 1982 roku, na Mundial w Hiszpanii pojechał jako podstawowy zawodnik. Niestety, z drugiego meczu wyeliminowała go kontuzja mięśnia. Polska reprezentacja zdobyła wówczas brązowy medal (obecnie za trzecie miejsce przyznaje się brązowy medal, wówczas jednak był to medal srebrny - przypisek HistoriaWisly). Pech nie opuszczał Iwana. W 1986 roku, mimo powołania, nie pojechał na Mistrzostwa Świata w Meksyku ponownie z powodu urazu, którego nabawił się w meczu ligowym. Legendarny zawodnik Wisły Kraków zaliczył w reprezentacji Polski 29 występów, zdobywając 11 bramek.

Po zakończeniu kariery piłkarskiej Andrzej Iwan postanowił przekazać swoją wiedzę jako trener. Pierwszym wyzwaniem dla „Ajwena” było prowadzenie zespołów juniorskich Białej Gwiazdy. W latach 1999-2001 pełnił funkcję asystenta trenerów pierwszej drużyny Wisły. Pracował także jako II trener Zagłębia Lubin u boku Adama Nawałki. Później prowadził m.in. zespół Okocimskiego Brzesko, Płomień Jerzmanowice, czy też juniorów Wiatru Ludźmierz. Obecni pełni rolę komentatora oraz eksperta na antenie telewizji sportowych.

Autor: K. Kawula
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA
Źródło: wisla.krakow.pl

Czy wiesz, że...

Początki w Wiśle

24-04-2012 10:25

Legendarny piłkarz Wisły, Andrzej Iwan, wspaniale rozpoczął piłkarską karierę. Już na początku gry w drużynie Białej Gwiazdy osiągnął to, o czym inni długi marzyli.

W 1976 roku „Ajwen” wywalczył z juniorami Wisły mistrzostwo Polski. Rok później był już podstawowym graczem pierwszego zespołu, z którym sięgnął po tytuł najlepszej drużyny w kraju. Warto zaznaczyć, że właśnie Iwan był najmłodszym piłkarzem spośród wszystkich Wiślaków, którzy wraz z kolegami z drużyny zostali mistrzami Polski.

Biuro Prasowe Wisły Kraków SA
Źródło: wisla.krakow.pl

Najmłodszy finalista MŚ

26-04-2012 11:20

Umiejętności Wiślaków zostały docenione w 1978 roku, kiedy to trener Gmoch do szerokiej kadry Mistrzostw Świata w Argentynie powołał ośmiu piłkarzy Białej Gwiazdy. Wśród nich znalazł się także młody napastnik Wisły – Andrzej Iwan.

Argentyńskie paszporty przeszły koło nosa trójce Wiślaków, w tym Kmiecikowi, którzy nie pasowali do koncepcji trenera. Na Mundial pojechał wówczas osiemnastoletni Iwan, będący najmłodszym uczestnikiem argentyńskich finałów. „Ajwen” miał być tajną bronią Jacka Gmocha, ale skończyło się jedynie na ambitnych planach szkoleniowca. Młody Wiślak mógł być mimo wszystko zadowolony, gdyż udało mu się debiutować z białym orłem na piersi na ważnej piłkarskiej imprezie.

Biuro Prasowe Wisły Kraków SA
Źródło: wisla.krakow.pl

Transfer do Gwardii? Jednak nie

27-04-2012 13:00

W sezonie 1978/1979 Biała Gwiazda miała zamieszać w rozgrywkach ligowych oraz na arenie międzynarodowej. Prawdziwa bomba wybuchła jednak po zakończeniu Mistrzostw Świata w Argentynie, kiedy to dwaj zawodnicy Wisły zapragnęli zmienić barwy klubowe.

Po powrocie reprezentacji Polski z Argentyny Andrzej Iwan oraz Antoni Szymanowski wzbudzili zainteresowanie stołecznej Gwardii. Władze klubu z ulicy Reymonta wobec „Ajwena” zastosowali zabieg wykorzystujący niedoświadczenie życiowe napastnika spod Wawelu. Iwana dotknęły wówczas problemy towarzyszące założeniu rodziny – ślub, narodziny dziecka oraz kłopoty mieszkaniowe. Z pomocą, w celu zatrzymania w Krakowie napastnika, przyszedł pierwszy trener „Ajwena” z czasów gry w Wandzie i skruszony piłkarz szybko zapomniał o przeprowadzce do Warszawy. Jego powrót na Reymonta z radością przyjęli kibice Białej Gwiazdy, którzy wręcz uwielbiali wiślackiego snajpera.

Biuro Prasowe Wisły Kraków SA
Źródło: wisla.krakow.pl

Mistrzostwa Świata 1982

28-04-2012 12:00

Najważniejszą imprezą w roku 1982, na którą czekali wszyscy fani, były Mistrzostwa Świata w Hiszpanii. Polacy pod wodzą Antoniego Piechniczka wywalczyli brązowy medal, uszczęśliwiając tym samym miliony kibiców w kraju.

Na hiszpańskie finały udało się trzech Wiślaków, którzy nie zaliczyli jednak tej imprezy do udanych, gdyż nabawili się niebagatelnych urazów. Andrzej Iwan w spotkaniu z Kamerunem chciał nagle przyspieszyć i ominąć rywala, lecz... padł na murawę jak ścięty. Okazało się, że zerwał mięsień. Kontuzja ta wykluczyła z gry na kilka miesięcy, a na boisko powrócił dopiero w 1983 roku. Włodarze Białej Gwiazdy oskarżali pion lekarski PZPN o złą opiekę, ci z kolei odbijali piłeczkę, zrzucając winę na sztab medyczny klubu z Reymonta.

Biuro Prasowe Wisły Kraków SA
Źródło: wisla.krakow.pl

Transfer do Górnika

29-04-2012 12:08

Legendarny zawodnik Wisły został sprzedany do Górnika Zabrze w trudnym momencie, gdy Biała Gwiazda żegnała się z boiskami ekstraklasy.

„Ajwen” był ulubieńcem publiczności, która była z nim zżyta i gotowa, aby pójść za nim w ogień. Nowym klubem wybitnego Wiślaka został ówczesny mistrz Polski – Górnik Zabrze. Wydawało się, że czasy Iwana już przeminęły, jednak śląskie powietrze zdecydowanie służyło napastnikowi spod Wawelu. Szybko stał się on boiskowym profesorem, na którym wzorowali się inni zawodnicy. Był to dowód na to, że drzemały w nim nieograniczone możliwości, których nawet w połowie nie wykorzystał. Kto wie, jak potoczyłyby się jego losy, gdyby inaczej pokierował swoim piłkarskim życiem. Niektórzy uważają, że dzisiaj wspominalibyśmy o Iwanie jako byłym piłkarzu Bayernu, Realu, czy Liverpoolu.

Biuro Prasowe Wisły Kraków SA
Źródło: wisla.krakow.pl

Galeria

Pogrzeb

Wideo

Jedenastka stulecia

Andrzej Iwan został wybrany do rezerwowej jedenastki stulecia Wisły Kraków w plebiscycie zorganizowanym w 2005 roku. Zobacz więcej

Materiały prasowe do biografii


Echo Krakowa. 1978, nr 287 (21 XII) nr 10259

W ZWIĄZKU z pijacką awanturą wywołaną w jednej z nowohuckich kawiarń przez piłkarza Wisły, członka kadry narodowej, Andrzeja Iwana, Zarząd Gwardyjskiego Klubu zawiesił sprawcę wybryku wprawach zawodnika. W sprawie młodego piłkarza prowadzone jest dochodzenie


Echo Krakowa. 1978, nr 288 (22 XII) nr 10260

Sprawą, która w poważnym stopniu zbulwersowała ostatnio opinię sportową jest chuligański wybryk znanego piłkarza Wisły — Andrzeja Iwana, który w jednej z nowohuckich kawiarń po wypiciu alkoholu uderzył kelnerkę, a potem doprowadzony na komisariat awanturował się i tam. Można by całą rzecz skwitować podaniem oficjalnego stanowiska kierownictwa klubu, które zawiesiło piłkarza w prawach zawodniczych, wystąpiło do PZPN o wyrzucenie go z kadry narodowej, sprawę dalszych losów sportowych oddało w ręce klubowego Sądu Koleżeńskiego a kwestię cywilnej odpowiedzialności pozostawiło odpowiednim organom sprawiedliwości. W końcu gdyby podobnie zachował się młody człowiek nie będący sportowcem o zajściu być może dowiedzielibyśmy się z rubryki sądowej, nie stałby się taki wypadek głośną sprawą, bo przecież — niestety — chuligańskie wybryki nie są w naszym kraju, rzeczą niecodzienną.

W chwili jednak, kiedy niegodnego czynu dopuszcza się sportowiec i to wybitny, sprawą staje się głośna, emocje ludzi większe niż w innych o takiej samej skali winy przypadkach.

A Andrzej Iwan jest sportowcem sławnym, mimo młodego wieku zapisał się już na trwałe w historii polskiego futbolu, występował wielokrotnie w reprezentacji Polski juniorów, w pierwszej drużynie narodowej nawet na mistrzostwach świata w Argentynie, jest zawodnikiem zespołu szczycącego się tytułem mistrza Polski. A więc piłkarz, który winien być szczególnie ostrożny w swoich reakcjach, musi sobie bowiem zdawać sprawę, iż społeczeństwo, dzięki którego pomocy doszedł do swojej pozycji, dzięki któremu ma życie usłane różami, że to społeczeństwo ma prawo żądać od niego właściwej postawy.

A tymczasem Iwan okazał się niegodnym tych zaszczytów, których dostąpił, bardzo brzydko odwdzięczył się swym opiekunom, ludziom którzy mu zawierzyli, pomagali, stwarzali możliwie najlepsze warunki do życia i uprawiania sportu. Przekreślił wszystko jednym głupim, szczeniackim wybrykiem. Nie mam pretensji o to, że w okresie przerwy w treningach poszedł do kawiarni, że napił się wódki czy koniaku, ale mam pretensje, tak jak wszyscy interesujący się sportem, o braku umiaru w piciu, o chamskie uderzenie kobiety.

Działacze Wisły są ogromnie zmartwieni postępkiem swego zawodnika. Iwan jest i był tzw. „trudnym chłopcem", wyszedł ze środowiska nie najspokojniejszego i, jak stwierdził prezes Z.

Jabłoński, zarząd sekcji poświęcał wychowywaniu tego właśnie piłkarza znacznie więcej czasu, aniżeli innym graczom. Tym smutniej teraz ludziom kierującym wiślacką piłką, iż ich starania nie przyniosły efektu, że Iwan zlekceważył ich wysiłki, sponiewierał wyznawane i wszczepiane sportowcom klubu zasady i ideały.

„Jemu wszystko przychodziło zbyt łatwo — stwierdził płk Jabłoński — jest bowiem wielkim talentem futbolowym. Osiągał więc szczeble sportowego mistrzostwa bez wysiłku i bez wysiłku przychodziły związane z tym osiągnięcia natury materialnej i moralnej. Nie umiał tego docenić, zdać sobie sprawy ze swojej pozycji i roli. Musi teraz za to odcierpieć”.

Żal mi Andrzeja Iwana, bo jednym głupim postępkiem wyrządził sobie i klubowi tyle zła. Uważam, że winien ponieść surową karę, ale uważam, też że winien mieć szanse rehabilitacji, odzyskania społecznego uznania szacunku. Wiem, że będzie to trudny i długotrwały proces, ale Iwan to przecież młody człowiek. Chciałbym wreszcie by casus Iwana był przestrogą dla innych zawodników, którzy sądzą, że wszystko im ujdzie na sucho, że wolno im wszystko, bo są sportowcami. (lang).

Gazeta Południowa. 1979, nr 35 (15 II) nr 9554

Iwan ukarany

Jak już informowaliśmy, w grudniu ubiegłego roku piłkarz krakowskiej Wisły — Andrzej Iwan wywołał po pijanemu awanturę w jednej z krakowskich kawiarń. Klub zawiesił natychmiast zawodnika, nie pojechał on też za karę na tournée do Australii, ale ostateczny wyrok zapadł w tej sprawie dopiero wczoraj na posiedzeniu sądu koleżeńskiego GTS Wisła.

Decyzją sądu Andrzej Iwan otrzymał 6-mieslęczną dyskwalifikację z zawieszeniem wykonania kary na jeden rok. Wyrok musi zostać jeszcze zatwierdzony przez Polski Związek Piłki Nożnej.

Iwan, który trenuje aktualnie z drugim zespołem Wisły, będzie więc mógł wystąpić w drużynie mistrza Polski już w pierwszych meczach sezonu.

Po dłuższej przerwie wznowił treningi Henryk Szymanowski, i Z drugim zespołem Wisły ćwiczy także bramkarz Karwecki, który w ostatniej chwili nie wyjechał na tournée do Australii.

(tg)


Gazeta Południowa. 1979, nr 165 (25 VII) nr 9684

Iwan może grać

Zarząd Polskiego Związku Piłki Nożnej na posiedzeniu w dniu 23.07 br. rozpatrzył prośbę Andrzeja Iwana — popartą przez zarząd klubu GTS Wisła Kraków, o darowaniu mu reszty kary, wymierzonej przez Zarząd PZPN w dniu 8. 12. 1978 r.

Zarząd Związku po wnikliwym rozpatrzeniu prośby A.

Iwana, wysłuchaniu opinii obecnego na zebraniu prezesa klubu GTS Wisła Kraków oraz wyjaśnień i oświadczeń złożonych przez Andrzeja Iwana, który między innymi przyrzekł, że tego rodzaju wypadki, jakie miały miejsce w przeszłości, więcej się już nie powtórzą, a swoją grą i zachowaniem na boisku jak i zachowaniem poza nim będzie dążył do pełnego zrehabilitowania się w oczach opinii publicznej, członków i zarządu swojego klubu oraz Polskiego Związku Piłki Nożnej, postanowił: 1. zawiesić z dniem 23.07.79 wykonanie pozostałej części kary (zakazu gry przez dalsze 4 miesiące i 14 dni) na okres 1 roku, 2. zobowiązać zarząd klubu GTS Wisła Kraków do otoczenia zawodnika Andrzeja Iwana wszechstronną opieką


Gazeta Krakowska. 1982, nr 2 (8 II) nr 10338

Andrzej Iwan: Będziemy walczyć o medal

— Wszystko wskazuje na to, że po raz drugi wystąpi pan w finałach piłkarskich mistrzostw świata. Zadebiutował pan przed czterema laty w Argentynie. Jak wspomina pan tamte mistrzostwa? — pytam piłkarza krakowskiej Wisły, reprezentanta ANDRZEJA IWANA.

— Miałem wówczas 18 lat i przede wszystkim cieszyłem się, że znalazłem się w kadrze na Argentynę. Grałem wtedy tylko w dwóch meczach, i to niezbyt dla nas udanych — z Meksykiem i Tunezją. Jechaliśmy pewni sukcesu, trener Gmoch zapewniał nas, że medal mamy prawie w kieszeni. Po mistrzostwach pozostał niedosyt. Wydaje mi się, że w Argentynie stać nas było na uzyskanie znacznie lepszego wyniku, na znalezienie się w strefie medalowej. Ale tylko wtedy, gdybyśmy grali w nieco innym składzie. Trener trzymał się uparcie pewnych nazwisk, wystawiał zawodników, którzy byli akurat wtedy w słabszej formie.

— Mówiło się o złej atmosferze w drużynie? — To prawda, atmosfera była nie najlepsza. Nastąpił bowiem dość wyraźny podział między zawodnikami starszymi i młodszymi. Jedni grali, chociaż nie zawsze najlepiej, a drudzy siedzieli. Poróżniły nas także sprawy finansowe. Uważaliśmy bowiem, że były zbyt duże dysproporcje między premiami wypłacanymi tym co siedzą na ławie, a tymi co grają. Na korzyść oczywiście tych ostatnich.

— A jak jest teraz w kadrze? — Atmosfera jest znacznie lepsza, nie ma podziału na młodszych i starszych. O wszystkich sprawach mówi się głośno, bez niedomówień. Na przykład trener Piechniczek już teraz przedstawił nam wstępną propozycję podziału premii za mecze w Hiszpanii. Jeśli ten projekt zostanie zaakceptowany przez zawodników i przez centralne władze sportowe, będzie obowiązywał na mistrzostwach i nikt nie będzie miał wtedy do nikogo pretensji.

— Jakie, zdaniem pana, mamy szanse w Hiszpanii? — Losowaliśmy dość szczęśliwie i uważam, że z grupy na pewno wyjdziemy. Razem z Włochami. Wydaje mi się, że stać nasz zespół na znalezienie się w pierwszej czwórce najlepszych drużyn świata.

— Jedziecie teraz na tournée do Italii. Gracie tam kilka meczy. Czy nie obawia się pan, że Włosi zbyt dobrze poznają styl gry naszej drużyny? — Nie. Nie przeceniałbym tych wszystkich spraw związanych z wywiadach sportowym, z bankami informacji. Pewne wiadomości o drużynie przeciwnej trzeba na pewno mieć, ale o końcowym wyniku decyduje forma, trafne założenia taktyczne, no i łut szczęścia. W końcu drużyna NRD znała nas bardzo dobrze, a mimo to dała się zaskoczyć. Ponadto szczęście było też po naszej stronie.

— Obawiam się, że zawodnicy, którzy mają już prawie pewne miejsce w drużynie na mistrzostwa świata, w lidze będą grać ostrożnie, by nie nabawić się kontuzji? — Ja nie zamierzam się oszczędzać. Wie pan, najgorzej to jest uciekać z nogami, wtedy można łatwo nabawić się kontuzji. No, może na kilka tygodni przed mistrzostwami będziemy grać trochę ostrożniej...

— Porozmawiajmy więc trochę o lidze. Od lat mówi się, że Wisła jest zespołem niewykorzystanych możliwości. Czy pan się z tym zgadza? — Powiem szczerze — w tej chwili nie mamy drużyny na mistrza Polski. Legia i Widzew mają na pewno lepsze od nas składy. W ciągu ostatnich trzech lat odeszli z Wisły Musiał, Szymanowski, Maculewicz, Kmiecik, nie gra kontuzjowany Nawałka. To był zbyt duży ubytek, a niestety w drużynie juniorów nie ma obecnie tak wielu utalentowanych piłkarzy jak przed laty. Nie jest łatwo znaleźć choćby następcę Kmiecika.

Wytworzyły się więc spore luki w zespole. Gdyby udało się ściągnąć do Wisły dwóch klasowych zawodników, wtedy drużyna byłaby bez wątpienia z szansami na zdobycie tytułu mistrza Polski. Nie oznacza to wcale, że rezygnujemy na wiosnę z walki o dobre miejsce w lidze. Będziemy walczyć o miejsce w pierwszej trójce najlepszych zespołów ligowych.

— Dlaczego gracie na wyjazdach znacznie gorzej niż u siebie? Czy dlatego, że nastawiacie się zawsze na utrzymanie przede wszystkim remisu? — Nie, nigdy nie gramy na remis. Także na wyjazdach.

Zawsze chcemy wygrać. Inna sprawa, że gramy uważniej w obronie, szukając rozstrzygnięcia w szybkiej kontrze. Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie, bo wydaje mi się, że nie gramy na wyjazdach tak źle, chociaż tracimy zbyt dużo punktów.

— Z którym z trenerów współpracowało się panu najlepiej? — W kadrze z Kuleszą. Był to miły, sympatyczny trener. Umiał wytworzyć dobrą atmosferę w drużynie. Z przyjemnością jechałem zawsze na zgrupowanie kadry. Trener Piechniczek jest innym człowiekiem, ma twardą rękę, wie z góry czego chce. W klubie najmilej wspominam trenera Brożyniaka, to on mnie wprowadził do pierwszego zespołu Wisły. Miałem wtedy 16 lat. Brożyniakowi w znacznym stopniu może też Wisła zawdzięczać zdobycie tytułu mistrza Polski, chociaż wtedy nie pro­ wadził już drużyny.

— Coraz więcej zawodników wyjeżdża do zagranicznych klubów. Czy i pan myśli już o tym? — Przyznaję, że i ja coraz częściej myślę o tym. Ale mam dopiero 22 lata. Niewykluczone jednak, że po mistrzostwach, gdybyśmy zdobyli medalowe miejsce, reprezentanci, niezależnie od wieku, będą mieli szanse na wyjazd do któregoś z zagranicznych klubów. Gdyby była taka możliwość, to oczywiście bym pojechał.

— Piłka jest obecnie dla pana zawodem. Czy zdobywa pan ponadto jakiś inny zawód? — Skończyłem zasadniczą szkołę zawodową, teraz uczę się w średnim studium administracyjno-prawnym. Piłka jest dla mnie zawodem, to prawda, bo przecież żyję z niej i to dobrze, ale jest także dużą przyjemnością.

Rozmawiał: TADEUSZ GÓRSKI

Gazeta Krakowska. 1982, nr 14 (24 II) nr 10350

ANDRZEJ IWAN: Reprezentacja już w dobrej formie

Do kraju powróciła piłkarska reprezentacja Polski, która przez dwa tygodnie przebywała we Włoszech. Nie przyleciał jedynie trener Antoni Piechniczek, bowiem udał się do Paryża, gdzie dziś obserwować będzie międzypaństwowy mecz Francja — Włochy.

— Jak ocenia pan pod względem sportowym pobyt we Włoszech? — pytam piłkarza krakowskiej Wisły ANDRZEJA IWANA.

— Był on pod każdym względem udany i bardzo pożyteczny. Mięliśmy okazję trenować na dobrze przygotowanych, suchych, trawiastych boiskach.

Było ciepło niczym u nas w maju. Ćwiczyliśmy dwa razy dziennie. W sumie mieliśmy dobre warunki do tego, żeby uzyskać odpowiednią, jak na tę porę roku, formę.

— Rozegraliście trzy mecze...

— Nie, graliśmy cztery spotkania. To czwarte to była właściwie gra kontrolna z drużyną chyba czwartej ligi włoskiej. Wygraliśmy aż 19:1. Przegraliśmy pierwsze spotkanie z Modeną, ale nie byliśmy jeszcze zaaklimatyzowani. Ten przeskok z ośnieżonych boisk krajowych na trawiaste dał się Odczuć, piłka nie trzymała się przy nodze. W następnych meczach było już coraz lepiej, forma szła wyraźnie w górę.

— W serwisach agencyjnych chwalono Bońka za dobrą grę, natomiast podkreślano bardzo słabą formę Młynarczyka...

— Boniek rzeczywiście grał bardzo dobrze, zaś Młynarczyk w meczu z Romą został sfaulowany, miał stłuczony kręgosłup i dlatego słabiej bronił. Ale w ostatnim spotkaniu w Mediolanie zagrał już bardzo dobrze i należał do najlepszych zawodników na boisku.

— Podobno Boniek po mistrzostwach świata ma wzmocnić jeden z włoskich klubów.

Czy dokonał już wyboru podczas waszego pobytu w Italii? —, Chyba jeszcze nie. Przedstawiciele kilku włoskich klubów przeprowadzali z nim rozmowy, a także ze Zmudą, który też prawdopodobnie zasili jeden z tamtejszych klubów pierwszoligowych.

— Jak pan ocenia swoją formę i grę reprezentacji? — Grało mi się dobrze i jestem zadowolony z aktualnej formy. Reprezentacja grała, jak już wspomniałem, z meczu na mecz coraz lepiej. Przed rokiem byłem z kadrą na podobnym zgrupowaniu we Francji.

W porównaniu z tamtymi występami, teraz graliśmy znacznie lepiej. Jest to chyba optymistyczny prognostyk przed mistrzostwami świata. (tg)

Echo Krakowa. 1982, nr 89 (16/18 VII) nr 11165

O DUŻYM szczęściu może mówić ekipa polskich zawodników, trenerów i dziennikarzy, wracająca w ostatni poniedziałek z Madrytu po piłkarskich mistrzostwach świata.

Wszystko zaczęło się prozaicznie.

Samolot PLL „Lot” IŁ-18 wystartował z madryckiego lotniska tuż po godzinie jedenastej, z minimalnym opóźnieniem. Nastroje na pokładzie były doskonałe, żartowano i śmiano się. Ten spokojny, jak wszystko na to z początku wskazywało, lot przerwał nagle komunikat pilota. Poinformował on pasą żerów o awarii podwozia, konieczności powrotu na lotnisko i przymusowego lądowania. Nakazał również zapięcie pasów.

Warto przypomnieć, że na pokładzie znajdowało się około 70 osób.

Nad ich życiem zawisło poważne niebezpieczeństwo. Często bowiem przy tego rodzaju defektach lądowanie kończy się tragicznie.

Wieża kontroli lotów, po otrzymaniu informacji o sytuacji polskiego samolotu, przedsięwzięła niezbędne środki ostrożności. Zmobilizowano więc jednostki straży pożarnej i karetki pogotowia. Liczono się ze wszystkimi ewentualnościami. Nawet z katastrofą i pożarem. Samolot wylądował jednak bez przeszkód.

Mówi Andrzej IWAN: „Początkowo nie zdawaliśmy sobie sprawy, co się stało, dopiero później dotarło to do naszej świadomości. Jeśli chodzi o mnie, to nie lubię latać samolotami, zawsze czuję się wtedy nieswojo. W czasie tego ostatniego lotu my siałem o najgorszym, na szczęście wszystko zakończyło się dobrze . Z kraju wysłano inny samolot, tym razem był to IŁ-62. W zgodnej opinii pasażerów samolot bezpieczniejszy i wygodniejszy. Dlaczego jednak po naszą ekipę przysłano pierwotnie IŁ-18.

Gazeta Krakowska. 1982, nr 129 (9 VIII) nr 10465

Zerwane mięśnie trzeba szyć od razu!

Kłopoty a moją lewą nogą zaczęły się już cztery lata temu, po meczach odczuwałem dość silne bóle. Lekarze stwierdzili, że daje e sobie znać nerw kulszowy i zalecili mi wtedy dwutygodniową przerwą w treningach. Przeszło, minęło, mogłem grać, zapomniałem o wszystkim. Ale w 1980 roku po powrocie z tournée z kadrą po Ameryce Południowej znów noga zaczęła boleć. Zwłaszcza po dużym wysiłku, po ciężkich meczach... Masaże, nacierania maściami przynosiły ulgą. Przeszło, minęło, zapomniałem o dolegliwości. Po następnych dwóch latach sytuacja się jednak powtórzyła.

Pech chciał, że akurat przed Mistrzostwami Świata w Hiszpanii, na które bardzo chciałem jechać. W 1982 roku podczas konsultacji kadry w Kamieniu lewa noga zaczęła znów boleć.

Nie ukrywałem tego przed lekarzami, trenerami. Marzyłem o występach w „Espana 82”, wiedziałem, że mam wielką szansę na grę w reprezentacji i na zakwalifikowanie się do podstawowego składu, ale przecież chciałem być w pełni sprawny, zupełnie zdrowy. Moje dolegliwości tłumaczono znów nerwobólami, postanowiłem więc wtedy, że po powrocie z mistrzostw wezmę na pewien czas rozbrat z piłką, by w końcu wyleczyć ten nerw kulszowy. Bo na razie na leczenie nie było czasu. Zresztą po masażach, nacieraniach i zastrzykach bóle ustępowały.

Ale niestety szybko też wracały. Wyjechaliśmy z kadrą na ostatnie mecze sparringowe do RFN i Francji. W pierwszym okresie noga tak bolała, że nie mogłem nie tylko grać, ale nawet trenować. Potem wystąpiłem na boisku. Najgorsze były zawsze ostatnie minuty spotkań, ból bowiem dawał o sobie znać. Po meczach noga też bolała. Nie, żadnych badań specjalistycznych mi nie przeprowadzono, były tylko badania wydolnościowe kadrowiczów. Wszystko tłumaczono nerwobólami, nie miałem się więc czym przejmować.

Przed samym wyjazdem do Hiszpanii noga znów bolała, trochę musiałem się oszczędzać na ostatnich treningach. Przed pierwszym meczem g Włochami czułem się znów bardzo dobrze, wybiegłem na boisko w pełni sprawny. Orałem jednak słabo, tak zresztą jak i cala polska drużyna. Nie dotrwałem jednak do końca spotkania, któryś g obrońców włoskich uderzył mnie kolanem w starciu piłkę w lewą nogę. Zacząłem kuleć i w 79 min. zszedłem z boiska. Masaże i nacierania pomogły, ból minął.

Nie byłem jednak pewny, czy będą mógł wystąpić w następnym meczu, czy nie jest to dolegliwość, wymagająca dłuższego leczenia. Doktor Garlicki, który opiekował się naszą reprezentacją uspokoił mnie, stwierdzając, że są to tylko nerwobóle i o naderwaniu mięśnia nie ma mowy. Przyznam się, iż ucieszyła mnie taka diagnoza, bo przecież chciałem grać nadal.

Przed meczem z Kamerunem czułem się dobrze, trenowałem normalnie, wykonywałem wszystkie ćwiczenia, chociaż... uważałem nieco na tę nogę, trochę — jakby intuicyjnie — ją oszczędzałem. I wszystko było dobrze, nic nie zapowiadało dramatu. W 21 min. meczu z Kamerunem otrzymałem długie podanie od Laty, chciałem przyspieszyć, by dogonić piłkę i...

Najpierw usłyszałem wyraźnie trzask, jakby nagle ktoś złamał deskę, upadłem. Ból odczułem dopiero po chwili. Nie było mowy, bym wstał o własnych siłach, zniesiono mnie na noszach. Potem okłady z lodu, jakieś leki, zakaz chodzenia. Była duża opuchlizna i doktor Garlicki nie mógł początkowo stwierdzić, co to za uraz. Obawiałem tlą jednak, że dla mnie mistrzostwa są już skończone. Wiedziałem bowiem z opowiadań kolegów sportowców, iż przy zerwaniu mięśnia słyszy cię właśnie ten charakterystyczny, głośny trzask.

Po tygodniu mogłem już chodzić, ale o treningach nie było mowy, przy gwałtowniejszych ruchach nogą ból dawał znać • sobie. Koledzy g reprezentacji różnie przyjęli to moje nieszczęście, Jedni mi współczuli. Inni nazywali mnie turystą, byli trochę złośliwi. Trochę mnie to denerwowało, ale co było robić.

Nie, finansowo na mistrzostwach niewiele straciłem, przy rozliczeniach potraktowano mnie Jak kontuzjowanego, a nie Jak „turystę”, Rozmawiałem z doktorem Garlickim, sugerowałem mu, żeby udał się ze mną do specjalisty do szpitala, powiedział mi jednak, że to tylko naderwanie mięśnia, że nie trzeba, on wie co robi. Innego zdania byli masażyści, którzy wyczuwali pod rękami zerwanie.

A wiadomo, iż zerwany mięsień trzeba jak najszybciej szyć.

Zdanie masażystów się jednak nie liczyło. Czekałem więc do końca mistrzostw na trybunach, mając nadzieje, że zdążę się wyleczyć do meczu Wisły z Cracovią. Chciałem koniecznie wystąpić w derbach. Z wielkim zdziwieniem przeczytałem po powrocie do kraju wypowiedź sekretarza PZPN pana Kalińskiego, który powiedział, iż ja i Skrobowski zostaliśmy w Hiszpanii na własne życzenie. Jest to po prostu kłamstwo, nikt bowiem nie sugerował nam nawet, byśmy wcześniej wrócili do kraju. Gdyby taka propozycja padła, na pewno zgodziłbym się wrócić, by poddać się dalszemu leczeniu.

Bo powrocie do kraju udałem się najpierw do lekarza klubowego doktora Jasińskiego.

Stwierdził, że brakuje mięśnia, a w tej sytuacji operacja jest konieczna. Odwiedziłem jeszcze kilku lekarzy specjalistów.

Dwóch stwierdziło. Iż na zabieg jest już za późno, bo zerwane mięśnie są po prostu zwapnione, proponowali, bym po kilkutygodniowej przerwie próbował wznowić treningi. Dwóch innych było za operacją, bez której podobno mam niewielkie szanse powrotu do sportu. Zadecydowała ostatnia konsultacja u doktora Piątkowskiego w Lublinie. Zdecydowałem się na zabieg. Będzie przeprowadzony w szpitalu w Piekarach Śląskich. W najbliższych dniach.

Pośpiech Jest konieczny, chociaż nie da się już nadgonić straconego czasu. Lekarze stwierdzili przerwę w mięśniu na szerokość dłoni. Operacja powinna być przeprowadzona natychmiast po kontuzji, w Hiszpanii. Mam żal do doktora Garlickiego, że zbagatelizował moją dolegliwość i nie pojechał ze mną do szpitala jeszcze podczas mistrzostw. W piśmie do lekarza klubowego doktor Garlicki, opisując moją kontuzję, stwierdził, że mam częściowe naderwanie mięśnia dwugłowego i zalecał ml czterotygodniowe sanatorium.

Mam nadzieję, te operacja się uda. Sporo pracy czeka mnie po zabiegu w okresie rehabilitacyjnym. Trzeba będzie ten mięsień naciągnąć, przywrócić nodze dawną sprawność. Jestem dobrej myśli. Na wiosnę znów zagram w Wiśle, z którą podpisałem kontrakt na następne trzy lata, rezygnując z wcześniejszych planów przejścia do łódzkiego Widzewa.

ZWIERZENIA ANDRZEJA IWANA SPISAŁ: TADEUSZ GÓRSKI


Gazeta Krakowska. 1982, nr 134 (16 VIII) nr 10470

Andrzej Iwan już po operacji

Znane naszym Czytelnikom perypetie zdrowotne czołowego polskiego piłkarza, zawodnika krakowskiej Wisły — Andrzeja Iwana, pisaliśmy bowiem o tej sprawie także na łamach „Gazety”. Przypomnijmy tylko, że Iwan doznał kontuzji zerwania mięśnia dwugłowego podczas mistrzostw świata w Hiszpanii. Niestety, nie został od razu poddany operacji, a w przypadku tego typu kontuzji pośpiech był konieczny. Po powrocie zawodnika do kraju okazało się, że przerwa w mięśniu znacznie się powiększyła. Po licznych konsultacjach lekarskich zdecydowano się na operację w szpitalu w Piekarach Śląskich. W ubiegły czwartek zabieg został przeprowadzony.

— Z jakim skutkiem? — pytam lekarza Wisły dra J. JASIŃSKIEGO.

— Technicznie operacja w pełni się udała. Potwierdziła ona naszą diagnozę, że mięsień był na dużej przestrzeni zerwany. Zabieg był więc konieczny.

Mięśnie zostały zeszyte.

— Jak długo jeszcze Iwan pozostanie w szpitalu? — Przebywać tam będzie trzy tygodnie. Później czeka go rehabilitacja która przeprowadzona zostanie w Krakowie.

— Jakie jest samopoczucie operowanego? — Dobre. W piątek w drodze do Wrocławia na mecz ze Śląskiem Andrzeja odwiedzili w szpitalu koledzy z drużyny.

— Czy Iwan po operacji będzie znów pełnosprawnym piłkarzem? — Szanse na powrót na boisko są, ale trudno w tej chwili cokolwiek przesądzić.

— Pozostaje więc tylko Andrzejowi Iwanowi życzyć szybkiego powrotu do zdrowia. T.G.

Echo Krakowa. 1987, nr 240 (9 XII) nr 12540

JESZCZE w sobotę, były piłkarz Wisły i Górnika Zabrze Andrzej Iwan zbierał gratulacje za udany występ w meczu zachodnioniemieckiej Bundesligi: VfL Bochum — Eintracht Frankfurt n/Menem, wczoraj natomiast trenował w... Krakowie.

Przed południem biegał po Lasku Wolskim. wieczorem grał w sali „Sokoła”, przy ul Manifestu Lipcowego.

— Czyżby niespodziewany powrót? — Nic z tych rzeczy. Po prostu nastąpiła przerwa w rozgrywkach Bundesligi do 20 lutego 1988 roku. Przyjechałem więc do kraju po rodzinę. Jeśli uda się załatwić wszystkie formalności paszportowe w przyszłym tygodniu, udamy się razem do Bochum. Nie mogę jednak pozwolić sobie na odpoczynek, tym bardziej, że jak wykazały ostatnie badania wydolnościowe, mam zaległości kondycyjne. Otrzymałem szczegółowe wskazówki od trenera i muszę podczas krótkiego pobytu w Polsce solidnie pracować — Ale, jak wynik* z doniesień agencyjnych i prasowych debiut w Bundeslidze miał Pan udany.

Zarówno po przegranym spotkaniu z Borussią Moenchengladbach, jak i po zwycięstwie nad Eintrachtem Frankfurt n/Menem otrzymał Pan wysokie oceny od sprawozdawców.

— Byłem pełen obaw. Szczególnie po pierwszych treningach.

w czasie których wszyscy zawodnicy walczyli bezpardonowo, nie oszczędzali się. Okazało się, że znacznie łatwiej było podczas meczów. Podobnie jak w Górniku spełniałem rolę cofniętego napastnika, Zacząłem trochę pechowo, bo już w 25 min. spotkania z Borussią odniosłem kontuzję, ale dotrwałem do końca. Ogromną tremę miałem w ostatnią sobotę. Mój pierwszy występ przed własną publicznością zbiegł się w czasie z powrotem na boisko, po przerwie spowodowanej kontuzją, ulubieńca kibiców Uwe Leifelda.

Dzięki pomocy kolegów z drużyny mogłem jednak zaprezentować pełnię umiejętności. Miałem szczęście, bo trafiłem do grupy sympatycznych ludzi. Od początku otoczono mnie w Bochum serdeczną opieką. Przez dwa t godnie mieszkałem u trenera Hermanna Gerlanda. Klub zapewnił mi tłumacza.

— Nic dziwnego, bo VfL Bochum zrobił chyba dobry interes pozyskując Pana za 420 tysięcy marek, gdy podobnej klasy zawodnik kosztuje na tamtejszym rynku piłkarskim trzy razy drożej. Co z tego ma Pan? — Przykro mi bardzo, ale to tajemnica. Nie wolno mi zdradzać warunków kontraktu.

— Czy nowy „opel omega”, którym przyjechał Pan do Polski, to jeden z prezentów? — Firma Opel jest sponsorem naszego klubu, dlatego każdy z zawodników i trenerów VFL Bochum może korzystać z samochodów tej marki na bardzo dogodnych warunkach. Po przejechaniu 15 tysięcy kilometrów nastąpi zmiana wozu.

— W barwach Górnika Zabrze walczył Pan o mistrzowskie tytuły, teraz w nowej drużynie przy. d de Panu bronić się przed degradacją, Jak zniósł Pan tę zmianę ról? — Moim zdaniem, jest w Bundeslidze co najmniej kilka zespołów słabszych ód VfL Bochum. Mamy w składzie dużo młodych graczy, którzy popełniają błędy taktyczne, stąd m.

in. porażki. Lecz jestem przekonany, że nie spadniemy. A porównania? Wypadają na naszą niekorzyść. Tam bardzo solidnie traktuje się treningi, zawodnicy zbierają się na 1,5 godziny przed rozpoczęciem zajęć. Sama gra opiera się na doskonałym przygotowaniu fizycznym, obowiązuje ofensywny styl.

— Czy w VfL Bochum rolę pierwszego snajpera spełnia doskonały przed laty strzelec Klaus Fischer? — Na razie, nie. Jest kontuzjowany.

— Jak ocenia Pan swoją pozycję w zespole? — Gdy wzmocnię kondycję, powinienem należeć do czołowych zawodników.

Większość nowych kolegów, nie wyłączając Holendra Roba Reekersa przewyższam na pewno doświadczeniem. A w ogóle, cieszę się, że dobrze wypadłem w pierwszych meczach. Rozmawiał: JERZY SASORSKI


Gazeta Krakowska. 1988, nr 270 (18 XI) nr 12369

W Polsce głośna jest sprawa ucieczki Andrzeja Rudego. Podobno przebywa obecnie w RFN. Co na ten temat pisze miejscowa prasa? Czy ujawnia jakieś szczegóły? pytam ANDRZEJA IWANA, grającego obecnie w Bochum.

— Ta sprawa otoczona jest tutaj jakby mgiełką tajemnicy. Niewiele się na ten temat mówi i pisze Ostatni „Kicker” podaje w krótkiej zresztą notatce, że najdroższy polski piłkarz Andrzej Rudy odłączył się od naszej reprezentacji w Mediolanie i udał się w kierunku RFN. W jakim klubie będzie grał, na razie nikt nie wie. „Kicker” przypuszcza, że Chyba w HSV Hamburg, gdzie występuje kolega klubowy Rudego — Furtok. Ale nie wyklucza się, że może zostać zawodnikiem Bayernu Monachium. Niektórzy przypominają również to, że Rudym interesował się Manchester United i może właśnie tam przeniesie się zawodnik GKS.

Osobiście sądzę, że pozostanie W RFN. Dzwoniłem do Furtoka, by dowiedzieć się na ten temat coś Więcej, ale powiedział. że nic na razie nie wie.

Sądzę, że po prostu nie chciał na ten temat rozmawiać Nikt nie chce więc ujawniać żadnych szczegółów, ale może w najbliższych dniach będzie więcej wiadomo na ten temat.

— A co słychać u Pana? — Ostatnio nie występowałem na boisku bo miałem naderwany mięsień. Dopiero kilka dni- temu zacząłem lekko trenować i mam nadzieję, że wystąpię w ostatnich dwóch meczach ligowych.

— Dziękuję za rozmowę.

(tg)

Andrzej Iwan wraca na R22!

Wybitny zawodnik, legendarna „siódemka” Wisły, która na stałe zapisała się na kartach historii 13-krotnego mistrza Polski. Ulubieniec publiczności, reprezentant kraju i uczestnik dwóch edycji mundialu i medalista jednej z nich po latach wraca na R22 w innej niż dotychczas roli. Andrzej Iwan dołącza do działu skautingu Białej Gwiazdy i wraz z Arkadiuszem Głowackim oraz jego współpracownikami będzie poszukiwał zawodników pod kątem gry w pierwszym zespole.


18.02.2021r.

Jakub Sumera

Joanna Żmijewska

Andrzej Iwan urodził się 10 listopada 1959 roku w Krakowie i w lokalnej Wandzie stawiał pierwsze piłkarskie kroki. Szybki rozwój zawodnika i nieprzeciętne umiejętności sprawiły, że w sezonie 1975/1976 zamienił Nową Hutę na R22. Na debiut nie musiał długo czekać, bowiem już w wieku 17 lat zaliczył debiut na seniorskim szczeblu. Po raz pierwszy koszulkę z białą gwiazdą przywdział w starciu z GKS-em Tychy, pojawiając się na murawie w 57. minucie potyczki. Występ młodego gracza pozytywnie ocenił szkoleniowiec krakowian Aleksander Brożyniak, który nie bał się stawiać na młodziana wchodzącego do pierwszego zespołu. Na premierową bramkę w wiślackim trykocie „Ajwen” musiał poczekać do rundy wiosennej sezonu 1976/1977, kiedy to pokonał bramkarza szczecińskiej Pogoni. Niedługo później, w pucharowym starciu przeciwko Zagłębiu Sosnowiec, Wiślak zdobył swojego pierwszego hat-tricka.

Mistrzostwo z Wisłą, na mistrzostwa z reprezentacją

Iwan czynił regularne postępy, a swoją boiskową postawą zapracował na miejsce w podstawowym składzie Białej Gwiazdy, stając się jednym z kluczowych zawodników drużyny dowodzonej przez trenera Oresta Lenczyka, która w sezonie 1977/1978 sięgnęła po tytuł mistrza Polski. Fakt ten nie umknął uwadze selekcjonera Jacka Gmocha, który postanowił powołać 19-letniego wówczas zawodnika na mistrzostwa świata w Argentynie, gdzie w starciu z Tunezją zadebiutował w trykocie z orzełkiem na piersi. Cztery lata później „Ajwen” został medalistą mundialu, będąc członkiem zespołu, który na turnieju w Hiszpanii zajął 3. miejsce.

Lider w Krakowie, lider w Zabrzu

W kolejnych sezonach Andrzej Iwan był wiodącą postacią zespołu z Reymonta. Notował wiele bramek oraz asyst, które bardzo często zapewniały Wiśle cenne zdobycze punktowe, przez co stał się prawdziwym idolem kibiców. Trafienia „Ajwena” nie uchroniły jednak zespołu, który w sezonie 1984/1985 sensacyjnie spadł z ligi, a borykająca się z problemami finansowymi Biała Gwiazda postanowiła sprzedać swojego kluczowego zawodnika do Górnika Zabrze. Na Śląsku Iwan potwierdzał swoją piłkarką klasę i wraz z Trójkolorowymi sięgnął po trzy tytuły mistrzowskie, po czym spróbował swoich na obcej ziemi, przenosząc się do Vfl Bochum. W niemieckim klubie krakowianin spędził rok, po czym wrócił do Zabrza, by następnie trafić do greckiego Arisu Saloniki, który był ostatnim przystankiem w profesjonalnej karierze Wiślaka.

Nierozerwalnie z futbolem

Po zawieszeniu butów na kołku Andrzej Iwan pozostał przy futbolu i spróbował swoich sił jako trener. W latach 1999-2001 asystował pierwszym szkoleniowcom Wisły Kraków. W sezonie 2000/2001 wspólnie z Adamem Nawałką poprowadzili Białą Gwiazdę po mistrzowską koronę. U boku przyszłego selekcjonera reprezentacji Polski racował także w Lubinie, gdzie wspólnie prowadzili drużynę miejscowego Zagłębia. W ostatnich latach „Ajwen” odnajdywał się również jako ekspert oraz komentator piłkarski, relacjonując także poczynania piłkarzy z ulicy Reymonta.

Legenda wR22aca do domu

Teraz Andrzej Iwan wraca do swojej ukochanej Wisły, dołączając do działu skautingu krakowskiego klubu, gdzie skupi się na poszukiwaniu utalentowanych zawodników, którzy w przyszłości mogą stanowić siłę Białej Gwiazdy.

Źródło: wisla.krakow.pl

Nie żyje Andrzej Iwan

27.12.2022r.

Piłkarską Polskę obiegła tragiczna wiadomość. W wieku 63 lat zmarł Andrzej Iwan - Legenda Wisły Kraków, były reprezentant Polski oraz medalista Mistrzostw Świata.

Andrzej Iwan z krakowskim klubem związany był niemal od samego początku swojej przygody z piłką. Koszulkę z białą gwiazdą na piersi przywdziewał w latach 1976-1985, sięgając w tym czasie po tytuł mistrzowski i stając się ulubieńcem kibiców. Po zawieszeniu butów na kołku Andrzej Iwan pozostał przy futbolu i spróbował swoich sił jako trener. W latach 1999-2001 asystował pierwszym szkoleniowcom Wisły Kraków. W sezonie 2000/2001 wspólnie z Adamem Nawałką poprowadzili Białą Gwiazdę po mistrzowską koronę. Na początku 2021 roku wrócił - lecz tylko na chwilę - do ukochanej Wisły, dołączając do działu skautingu.

W imieniu Właścicieli i Zarządu Wisły Kraków, pionu sportowego, administracyjnego oraz całej klubowej społeczności składamy Rodzinie i Przyjaciołom Legendy Białej Gwiazdy najszczersze kondolencje oraz wyrazy współczucia.

O uroczystościach pogrzebowych poinformujemy w osobnym komunikacie.

Spoczywaj w pokoju, Ajwen!

Źródło: www.wisla.krakow.pl

Ostatnie pożegnanie

28 grudnia 2022

Pogrzeb śp. Andrzeja Iwana odbędzie się w czwartek 5 stycznia 2023 roku o godzinie 12.20 w Kaplicy na Cmentarzu Batowickim w Krakowie przy ulicy Powstańców 48, po czym nastąpi odprowadzenie zmarłego na miejsce wiecznego spoczynku

Źródło: twitter.com/WislaKrakowSA