1935.10.20 Wisła Kraków - Ruch Chorzów 0:0

Z Historia Wisły

Wersja z dnia 12:50, 24 wrz 2022; PawelP (Dyskusja | wkład)
(różn) ← Poprzednia wersja | Aktualna wersja (różn) | Następna wersja → (różn)
1935.10.20, I Liga, 15. kolejka, Kraków, Stadion Wisły, 11:30
Wisła Kraków 0:0 Ruch Hajduki Wielkie
widzów: 4-8.000
sędzia: Franciszek Krukowski z Warszawy
Bramki
Wisła Kraków
2-3-5
Edward Madejski
Władysław Szumilas
Stanisław Szczepanik
Mieczysław Jezierski
Grafika:Kontuzja.pngJan Kotlarczyk
Józef Kotlarczyk
Bolesław Habowski
Henryk Kopeć
Artur Woźniak
Kazimierz Sołtysik
Antoni Łyko

trener: brak
Ruch Hajduki Wielkie
2-3-5
Eryk Tatuś
Antoni Rurański
Zygfryd Czempisz
Walter Panchyrz
Jan Badura
Augustyn Dziwisz
Ewald Urban
Edmund Gemza
Teodor Peterek
Hubert Górka
Paweł Malcherek

trener: brak

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - przegladsportowy.pl


Spis treści

Galeria


Relacje prasowe

Ruch - Wisła.
Ilustrowany Kurier Codzienny, 17 października 1935
Po zwycięskim meczu z Pogonią przyjdzie Wiśle spotkać się z mistrzowską drużyną Polski - Ruchem. Jest rzeczą oczywistą, iż wobec wykazanej ostatnio wspaniałej formy przez Wisłę, zainteresowanie meczem niedzielnym jest niebywałe.

Chodzi tu nie tylko o wielką stawkę, bo i o tytuł mistrza w razie zwycięstwa Ślązaków, ale także i o utrzymanie się Wisły w Lidze. Te okoliczności sprawiają, że mecz niedzielny nie może ustępować w niczym meczowi Pogoń - Wisła, a nawet go znacznie przewyższa.

Początek meczu o godzinie 11:30 przed południem na boisko Wisły, poprzedzą zawody drużyn młodszych.



Piłkarski Mistrz Polski w Krakowie.
Ilustrowany Kurier Codzienny, 19 października 1935
Już poprzednia niedziela dostarczyła niezwykle dużo emocji zwolennikom piłki nożnej w Krakowie. Znakomita gra Wisły, pokonanie lidera ligi Pogoni i poważniejszego kandydata do tytułu mistrza ligi na rok bieżący - to okoliczności, które obok wielu innych wyników ligowych z ubiegłej niedzieli sprawiły, że obecnie każde zawody są oczekiwane z niebywałym zainteresowaniem. Cóż dopiero będzie, gdy na dzień 20 b.m. zjeżdża do Krakowa mistrzowska drużyna Polski Ruch z Wielkich Hajduków.

Gwiazda tego zespołu nieco przygasa w ostatnich tygodniach, jednak przegrana Pogoni sprawiła, iż Ruch nadal jest najgroźniejszym obok Lwowian kandydatem do objęcia prymatu w polskiej piłce nożnej i ma równą ilość punktów z liderem ligi Pogonią. Od wyniku zatem Wisły z Ruchem zależeć będzie w wysokim stopniu, kto zajmie tron mistrzowski w b.r. i czy Wisła zdoła się wydostać ze strefy zagrożonej spadkiem z Ligi.

W tych warunkach oczekiwać można na boisku Wisły w niedzielę o godzinie 11:30 przed południem rekordu publiczności (w tym nie mało widzów ze Śląska) oraz niebywałej emocji. Główny mecz poprzedzi spotkanie o mistrzostwo klasy A okręgu krakowskiego Fablok (Chrzanów) - Wisła 1b.




Ruch - Wisła.
Ilustrowany Kurier Codzienny, 21 października 1935
Przypominamy, iż dzisiaj w niedzielę odbędą się niezwykle interesujące zawody ligowe między drużynami Ruchu i Wisły, których wynik zadecydować możne o zdobyciu tytułu mistrza przez drużynę śląską lub Pogoni.

Dla Wisły są dwa punkty znów potrzebne dla wydostania się ze strefy zagrożonej spadkiem z Ligi. Najsilniejsze składy obu drużyn i znakomita gra Wisły na poprzednim meczu z Pogonią zapowiadają dla zwolenników piłki nożnej dużo emocji.

Początek meczu na boisku Wisły o godzinie 11:30 przed południem, poprzedzi mecz Fablok (Chrzanów) - Wisła 1b o mistrzostwo okręgu krakowskiego w klasie A.




Ruch - Wisła 0:0
Ilustrowany Kurier Codzienny, 22 października 1935
Kraków, 21 października.

Cztery mecze ligowe zmieniły dość wydatnie tabelą ligową, ale nie zdecydowały jeszcze, kto zajmie pierwsze. a kto ostatnie miejsca. W każ dym razie Pogoń, bijąc Cracovię utrzymuje w dalszym ciągu prymat i ma największe szanse na zdobycie mistrzostwa, choć po piętach jej stąpa Ruch, który dzięki szczęśliwemu remisowi z Wisłą, (z którą w Krakowie zresztą nigdy dotychczas nie wygrał) ma tylko o jeden punkt mniej od swej najgroźniejszej rywalki. Na dalszem miejscu postawić trzeba, mimo jej drugiej — po zwycięstwie z Polonią — lokaty Wartę, która ma przecież o jeden mecz więcej rozegrany od swych rywali. Tylko w razie niezwykle szczęśliwego zbiegu Okoliczności mogłoby, się jeszcze udać reprezentantce Poznania sięgnąć po berło mistrzowskie.

Mistrz Polski wyjechał z Krakowa z jednym punktem i był niezwykle zadowolony, gdyż przebieg spotkania stał pod znakiem wyraźnej przewagi Wisły, której słabo strzałowo dysponowany napad nie wyzyskał tym razem licznych sytuacji podbramkowych.

Ruch poza doskonałą obroną i bramkarzem okazał się zespołem przeciętnym, grającym górą, ustawicznie przenoszącym grę z jednej strony na drugą bez planu, nie przypominającym już zupełnie czasów świetności.

Wisła natomiast w przeciwstawieniu do meczu z Pogonią wykazała pierwszorzędną grę w tyłach, a w szczególności w linii pomocy, gdzie błysnęli talentem bracia Kotlarczykowie, przy czym pierwszy z nich przypominał swe najlepsze czasy. W napadzie zawiodła w szczególności trójka środkowa, podczas gdy skrzydłowi mało zresztą wykorzystani spełnili swe zadanie bez zarzutu.

Do meczu tego wystąpiły drużyny w następujących składach: Wisła - Madejski, Szczepanik, Szumilas, Kotlarczyk II, I, Jezierski, Habowski, Kopeć, Artur, Sołtysik i Łyko. Ruch - Tatuś, Czempisz, Rurański, Panhyrz, Badura, Dziwisz, Urban, Giemza, Peterek, Górka i Majcherek.

Do przerwy Ruch gra z wiatrem i oddaje ustawicznie strzały z odległości nawet kilkudziesięciu metrów, licząc, że któryś z nich wreszcie uwieńczony zostanie powodzeniem. Niecelność jednak napastników i strzały na oślep nie mogą utorować sobie drogi do bramki. Pomimo że silny wiatr jest ich sprzymierzeńcem, więcej z gry ma Wisła, której trójka napadu nie wykorzystuje dwóch doskonałych pozycji podbramkowych w tym okresie, wytworzonych przez centry Habowskiego. Na pewien moment opuszcza boisko Kotlarczyk I na skutek zderzenia się głową z Peterkiem, który wcześniej przychodzi do siebie. Pod koniec tego okresu Tatuś broni piękny strzał Łyki.

Po pauzie wiatr ustaje. Mimo to stoi gra pod znakiem przewagi Wisły, której Ruch odgryza się wypadami skrzydłowych, których zatrudnia Peterek, bijący każdą otrzymaną piłką na skrzydło. Madejski ma rzadko sposobność bronienia, za wyjątkiem główki Peterka (po centrze Majcherka),w którym to momencie robinsonuje skutecznie. Ataki Wisły kończą się głównie na polu karnym, gdzie obrona Ruchu wkracza z prowadzeniem. Rzadko udaje się przebić przez nią napastnikom Wisły, a i wtedy Tatuś jest ostatnią instancją. Jego obrony pięknych strzałów Łyki i Artura w tym okresie należały do kapitalnych. Nacisk Wisły jest coraz silniejszy, lecz nie ma ona szczęście, gdy na 11 minut przed końcem piłka podskoczyła do góry stojącemu tuż pod bramką Arturowi. Tak samo i strzał Sołtysika nie daje efektu, gdyż piłka grzęźnie w rękach Tatusia. W ostatniej minucie Łyko przenosi tuż ponad poprzeczką. Ruch pod koniec przeszedł do defensywy i ograniczył się do gry na utrzymanie wyniku, bijąc niejednokrotnie piłkę na aut, byle jak najdalej od swojej bramki. Sędziował p. Krukowski z Warszawy, który skrzywdził parokrotnie drużynę Wisły.

Na wyróżnienie z drużyny Wisły zasługuje linia pomocy z Kotlarczykami, którym nie ustępował również Jezierski, tak samo i trio obronne bardzo dobre, w napadzie tylko skrzydłowi. W Ruchu trio obronne i Panhyrz najlepsi. Widzów około 4500.




Wisła - Ruch 0:0
Raz, Dwa, Trzy, 22 października 1935
Kraków, 21 października

Bezbramkowe spotkanie zadowoliło wyłącznie tylko małą grupę kilkunastu ludzi należących do gości, którzy istotnie mieli wszelkie dane po temu, by radować się z uratowania jednego punktu z niedzielnej gry. Połowiczny zysk Wisły znowu jest ewidentną stratą punktu, który tak trudnym do zdobycia nie był. Najmniej powodów do zadowolenia mogła mieć publiczność, zwabiona licznie po grze ubiegłego tygodnia. Oczekiwania ładnej, emocjonującej gry jednak się nie spełniły.

Do obecnej sytuacji obu klubów w tabeli, czyniącej z tego spotkania niemałą sensację, doszła jeszcze idealna pogoda jesienna tak dla graczy, jak i widzów. Wszystko zatem zdawało się składać na to, że gra będzie wielkim przeżyciem, ciekawszym jeszcze od ostatniego spotkania. Wiara w to trwało jednakże niedługo. Po początkowych akcjach, normalnie "rozkręcających" maszynerię kombinacyjną drużyn, tym razem nie przyszło do pełnego wyładowania umiejętności technicznych, pomysłowości taktycznych i sztuki zdobywania bramek. Nastrój niedzielny obu przeciwników

koncentrował się głównie w defensywie.

Pod tym względem cyfrowo zadanie swe obie drużyny spełniły. Wynik bezbramkowy jednakże nie był zapewne jedynym celem przeciwników, a Wisły w każdym razie. Idea strzelenia bramki na pewno świtała w umysłach graczy, a tylko nieracjonalna jednostronność wynikająca z modnego obecnie przeszkolenia, niweczyła możliwość gry efektywnej. To, co w tym dniu pomogło Ruchowi, równocześnie zmniejszyło skuteczność gry Wisły, która przy pełnym ataku ofensywnym zwycięstwo winna była łatwo uzyskać.

Drużyna krakowska nie osiągnęła poziomu - jak całość - sprzed tygodnia. Obok dobrych formacji defensywnych znalazł się tym razem atak znacznie słabszy, a nadto grający we czwórkę, ponieważ Sołtysik dyrygowany został na stanowisko "latającego" łącznika. Być może, że przy lepszej formie jednostek nawet tak sformowana defensywa starczyłaby do zwycięstwa, ale w niedzielę bez szczęścia było to niemożliwe. A

szczęścia Wisła nie miała.

Innym błędem było forsowanie gry górnej nawet wtedy, gdy grano przeciw wiatrowi. Orientowała się w tym publiczność i okrzykami zwracała na to uwagę, bez rezultatu zresztą. Nerwowość zawodników zabijała rozsądek.

W zespole gospodarzy na czoło wybijał się młodszy Kotlarczyk. Mając przeciw sobie młodych graczy Ruchu stał się dla nich przeszkodą niemożliwą do sforsowania. Przy tym równocześnie świetnie utrzymywał kontakt z bratem i atakiem, do którego zapędzał się często, widząc w nim braki. Środkowy pomocnik nie wpadał w oczy, nie był tak błyskotliwy w swych zagrania, czy mijaniu przeciwnika, ale zadanie spełnił dobrze, szczególnie w części defensywnej. Zadanie Jezierskiego polegało na pilnowaniu reaktywowanego Urbana. Zwolniona szybkość skrzydłowego uczyniła zadanie Jezierskiego łatwiejszym i nawet pozwoliła mu na celowsze, niż zwykle oddawanie piłek naprzód.

Dobrze wypadła także gra obrony. Pojedynki kończyli obrońcy prawie zawsze skutecznie, nie dopuszczając do strzału z bliska. Nieudane czasem wykopy nie osłabiają dobrej gry, tym więcej, że wiatr utrudniał ich zadanie. Do najlepszych graczy Wisły zaliczyć wypada Madejskiego, spokojnie i pewnie interweniujący go w kilku sytuacjach.

W linii ataku ani jeden gracz

nie przypominał siebie sprzed tygodnia.

Szwankowały jednostki, a z tym cała linia, w środku której Artur był dziwnie słabo usposobiony, jako kierownik, a także solista. Niewiele od tego odbiegała gra Kopecia, tym winniejszego, że on miał sposobności, i te zmarnował kilkakrotnie. Sołtysik pracował dużo. Jako łącznik z tyłami zadowolił, bo wyręczał w grze ofensywnej Jezierskiego. Na spełnianie jednakże ciężkiego zadania szybkiego uzupełnienia linii ataku, fizycznie go chwilowo nie stać i dlatego w tym miejscu była często luka, którą chciał wypełniać Łyko, pchając się do środka pola. Tymczasem gracz ten, dysponujący szybkością, potrzebuje dużo "powietrza", a tego mu bliżej środka brakło. Niebezpiecznym graczem dla Ruchu mógł być Habowski, który bywał zwalniany z opieki Dziwisza, chodzącego przy Kopeciu. Niestety brakło Habowskiemu wyczucia sytuacji o tyle, że wstrzymywał się ze strzałem, kiedy należało go próbować, a zamiast tego wpadał w "wózkowanie"

Ruch zjawił się w zmienionym składzie. Zmiany znalazły wyrazów w grze. W tyłach odmłodzenie raczej wyszło na korzyść drużyny, zyskującej na szybkości i skuteczności. W ataku natomiast widoczne jest osłabienie, do czego przyczyniło się niewątpliwie cofnięcie łączników. Zawód w ataku dotyczy przede wszystkim dotychczas mocniej strony, to jest gry skrzydłami, najmocniejszego atutu - Peterka. Dlatego też, o ile trudno było znaleźć słowa zadowolenia z gry ataku Wisły, to o tejże linii Ruchu mówić należy jeszcze dobitniej. Ta grała jedynie na przypadek. Słaba bardzo gra rezerwowego skrzydłowego Malcherka II oraz rzadkie dodatnie akcje ciągle jeszcze grubego Urbana nie stwarzały środkowemu ataku odpowiednich warunków gry, w każdym razie wydobyć z nich można było więcej, niż to uczynił Peterek, znacznie mniej ruchliwy i bojowy, niż dotychczas bywało. Kilka dobrych podań i strzałów głową przypomniały jego dobre strony.

Para Urban - Giemza tak zespołowo, jak i jednostkowo nie dała nic z tego, co u nich dawniej widywano. Skrzydłowy jest chyba u początku powrotnej kariery, bo zdradzał niektórymi zagraniami, że ma rozum i gdyby tylko brzuszek pozwolił... Natomiast Giemza był odwrotnością partnera, biegał dużo, szybko, zwrotnie, ale celowość zagrań grzeszyła mocno, a dalekie strzały poza efektem optycznym mało miały wartości. Lewa strona wykazała tylko dużo ambicji, młodość, które są zadatkiem przyszłości, dziś jednakże nie zastąpią Wodarza i Wilimowskiego.

Jakość gry pomocy ustępowała Wiśle.

Jedynie Badura był na dobrym poziomie, nie zapominając także o grze ofensywnej. Dziwisz swą żywotnością i nieustępliwością miewał sukcesy obronne, dla ataku nie zdziałał nic. Trochę więcej dał tego Panhyrz.

Młoda para obrońców Rurański - Czempisz grała wcale dobrze, dysponując szybkością i dobrym wykopem. Bramkarz Tatuś był obok Kotlarczyka drugim świecznikiem spotkania. Trening miał doskonały.

Skład drużyn i przebieg gry.

Wisła: Madejski, Szczepanik, Szumilas, Kotlarczyk II, I, Jezierski, Habowski, Kopeć, Artur, Sołtysik, Łyko. Ruch: Tatuś, Rurański, Czempisz, Panhyrz, Badura, Dziwisz, Urban, Giemza, Peterek, Gorka, Malcherek II.

Mając wiatr za sobą, Ruch łatwiej dostaje się na połowę Wisły, stosując dalekie górne podania. Przejmuje tę grę Wisła, zamiast stosować przyziemną, skuteczniejszą na silny wiatr. Efekt jest taki, że gra nie klei się, bo podania nie dochodzą do partnerów, doznając skutków działania wiatru. Przez długi czas gra toczy się w polu, dochodzi do pola karnego i tu nie przychodzi do strzału. Staje się to dopiero w 13 minucie. Pierwszy raz trafia Habowski, lecz Tatuś broni. Ruch odpowiada atakami i strzałami z 40 metrów, mijającymi daleko bramkę. Gra nie emocjonuje, bo nie dochodzi do wyrobienia pozycji strzałowych. Rzadkie znowu marnują napastnicy. W 36 minucie czyni tak Kopeć z odległości 5 metrów, potem kilka razy w tłoku napastnicy mają sposobność strzelenia, ale brak im zdecydowania. Pod koniec tej części następuje zderzenie głowami Kotlarczyka I z Peterkiem, w rezultacie czego pomocnik Wisły opuszcza na pewien czas boisko.

Po przerwie Wisła ma więcej z gry, częściej przesiaduje na połowie Ruchu, jednakże napastnicy nie znajdują sposobu na wyzyskanie tej przewagi. W 8 minucie Kopeć dochodzi sam przed bramkę Tatusia i nie trafia z kilku metrów. Wolny rzut z 16 metrów trafia w mur graczy Ruchu. Szybki atak Ruchu kończy Peterek strzałem głową do rąk Madejskiego. Nadchodzi okres wybitnej przewagi Wisły, w czasie której Tatuś doskonale się sprawia. W pewnym momencie dwaj gracze Wisły wzajemnie psują sobie pozycję w ferworze walki. To znowu po kornerze dobry strzał Łyki trafiona we własnego gracza. Pod koniec gra jeszcze więcej traci na jakości, Wiśle nie udaje się nic, a Ruch jest zadowolony. Sędzia, p. Krukowski, nie miał trudnego zadania, a przecież mylił się.


J. K.



Wisła - Ruch 0:0.
Czas, 22 października 1935
Wynik należy uważać raczej za szczęśliwy dla ślązaków. Ataki obu drużyn grały nerwowo. W 37 minucie zderzył się Kotlarczyk I-szy z Peterkiem i opuścił na kilka minut boisko.

W drugiej połowie początkowo przeważała drużyna Ruchu, pod koniec meczu inicjatywę ma Wisła. Obie drużyny grały fair. Z Wisły wyróżnili się bracia Kotlarczykowie. W drużynie Ruchu dobrym był bramkarz Tatuś, atak zaś oprócz ruchliwego Gemzy zagrał bardzo słabo. Widzów ponad 4 tys. Sędzia Krukowski.




Niedziela sportowa: Bezbramkowy mecz Wisły z Ruchem 0:0.
Nowy Dziennik, 21 października 1935
Po zwycięstwie nad liderem ligowym lwowską Pogonią była Wisła na własnym boisku faworytem. Ruchowi z Hajduk udało się jednak wyłowić jeden punkt. Remis wystarczyło atoli Wiśle, przy równoczesnej klęsce Cracovii z Pogonią we Lwowie (1:3) do prześcignięcia biało-czerwonych w tabeli i odgrodzenia się od strefy niebezpiecznej spadkowej.

Obydwa zespoły wykazały dobry poziom w defensywnych formacjach, dzięki czemu nie doszło do zdobycia bramki. Ataki natomiast były słabsze, bez wyrazu i bez decyzji. Brakło w Ruchu Włodarza, ww Wiśle Obtułowicza, ale nie usprawiedliwia to jeszcze takiej mizerii kombinacyjnej, a szczególnie strzałowej. Napastnicy Ruchu strzelali tylko z daleka, górnie i niecelnie. Atak Wisły szedł składniej i bardziej kombinacyjnie, atoli pod bramką zawodził, a miał kilka nieuchronnych sytuacji, z których winien był zdobyć bramki i zwycięstwo, gdyby nie zbytnia miękkości.

Sędzia p. Kurkowski z Warszawy. Widzów około 5000.




Ruch - Wisła 0:0.
Polonia, 21 października 1935
Mecz ten był w Krakowie największą atrakcją wczorajszej niedzieli. Na boisku Wisły zjawiło się przeszło 5000 osób, żądnych zobaczenia porażki mistrza Polski. Należy przyznać, że drużyna Wisły do spotkania tego bardzo dobrze się przygotowała. Ruch natomiast na tle gospodarzy wypadł bardzo blado. Szczególnie dotyczy to ataku, w którym bardzo słabo prezentował się Peterek. Reszta ataku zasugerowana słabą grą Peterka, również nie spisała się należycie. Jedyny Giemza wyróżniał się spośród słabej piątki i od czasu do czasu ładnymi przebojami zagrażał bramce gospodarzy. Natomiast obrona i pomoc Ruchu stały na wysokości zadania i do końca meczu bardzo dzielnie wspierała beznadziejny atak. Specjalnie wybijał się tu bramkarz Tatuś, który był bohaterem spotkania, uchronił on drużynę mistrza od niechybnej porażki. Śliczne robinsonady zyskały gromki aplauz widowni.

W drużynie Wisły podobała się gra obu Kotlarczyków oraz Madejskiego i Łyki.

Przebieg meczu stał początkowo pod przewagą Wisły, jednak po paru minutach Ruch otrząsnął się z chwilowej opresji i objął inicjatywę. Wisła ze strzału Habowskiego miała okazję do uzyskania prowadzenia, jednak Tatuś interweniował bardzo ładnie. Krótko po tym Kotlarczyk I zderza się z Peterkiem i zostaje zniesiony z boiska. Po krótkiej przerwie wraca i od tej chwili gra się zaostrza. Wysiłki obu drużyn do uzyskania bramki unicestwiają bramkarze.

Wynik bezbramkowy utrzymuje się do końca meczu.

Sędziował p. Krukowski z Warszawy, poza kilku słabymi momentami wywiązał się ze swego zadania na ogół dobrze.




Sport. Wyniki zawodów ligowych.
Głos Narodu, 21 października 1935
Kraków. Wisła - Ruch 0:0. Ruch okazał się drużyną niezbyt groźną, zwłaszcza w linii ataku. Spotkanie powinna była wygrać Wisła, która zaprzepaściła kilka murowanych pozycji. Sędzia p. Krukowski nie zauważył dwukrotnie ręku na po polu karnym Ruchu. Widzów 5000



Siedem Groszy, 21 października
Mecz ten był w Krakowie największą atrakcją wczorajszej niedzieli. Na boisku Wisły zjawiło się przeszło 5000 osób, żądnych zobaczenia porażki mistrza Polski. Należy przyznać, że drużyna Wisły do spotkania tego bardzo dobrze się przygotowała. Ruch natomiast na tle gospodarzy wypadł bardzo blado. Szczególnie dotyczy to ataku, w którym bardzo słabo prezentował się Peterek. Reszta ataku zasugerowana słabą grą Peterka, również nie spisała się należycie. Jedyny Giemza wyróżniał się spośród słabej piątki i od czasu do czasu ładnymi przebojami zagrażał bramce gospodarzy. Natomiast obrona i pomoc Ruchu stały na wysokości zadania i do końca meczu bardzo dzielnie wspierała beznadziejny atak. Specjalnie wybijał się tu bramkarz Tatuś, który był bohaterem spotkania, uchronił on drużynę mistrza od niechybnej porażki. Śliczne robinsonady zyskały gromki aplauz widowni.

W drużynie Wisły podobała się gra obu Kotlarczyków oraz Madejskiego i Łyki.

Przebieg meczu stał początkowo pod przewagą Wisły, jednak po paru minutach Ruch otrząsnął się z chwilowej opresji i objął inicjatywę. Wisła ze strzału Habowskiego miała okazję do uzyskania prowadzenia, jednak Tatuś interweniował bardzo ładnie. Krótko po tym Kotlarczyk I zderza się z Peterkiem i zostaje zniesiony z boiska. Po krótkiej przerwie wraca i od tej chwili gra się zaostrza. Wysiłki obu drużyn do uzyskania bramki unicestwiają bramkarze.

Wynik bezbramkowy utrzymuje się do końca meczu.

Sędziował p. Krukowski z Warszawy, poza kilku słabymi momentami wywiązał się ze swego zadania na ogół dobrze.




Ruch remisuje z Wisłą.
Tygodnik Sportowy Bydgoszcz, 22 października 1935
Kraków. W Krakowie odbyło się spotkanie ligowe Ruch - Wisła, zakończone wynikiem bezbramkowym 0:0. Wynik ten należy uważać raczej za szczęśliwy dla Ruchu, gdyż Wisła nie wyzyskała kilku dogodnych sytuacji podbramkowych. Do przerwy gra była otwarta i równorzędna. Ataki obu drużyn grały nerwowo, natomiast formacje obronne stały na wysokości zadania. W 37 minucie zderzył się Kotlarczyk I-szy z Peterkiem i opuścił na kilka minut boisko.

W drugiej połowie początkowo przeważała drużyna Ruchu. Pod koniec meczu inicjatywę ma Wisła, której atak zaprzepaścił dwie pewne pozycje podbramkowe. Obie drużyny grały fair. Obrona i pomoc obu drużyn spełniły swoje zadanie. Z Wisły wyróżnili się bracia Kotlarczykowie. W drużynie Ruchu dobrym były bramkarz Tatuś, atak zaś oprócz ruchliwego Gemzy grał bardzo słabo. Widzów ponad 4000. Sędzia p. Krukowski z Warszawy.




Ruch nie zachwycił Krakowa. Wisła też się nie spisała
Przegląd Sportowy,, numer 114, str. 3, poniedziałek 21 października:
Kraków, 20.10. - Tel. wł. - Wisła - Ruch 0:0

Wisła: Madejski, Szumilas, Szczepanik, Jezierski, Kotlarczyk I, Kotlarczyk II, Habowski, Kopeć, Artur, Sołtysik, Łyko.

Ruch: Tatuś, Rurański, Czempisz, Punhirsz, Badura, Dziwisz, Urban, Giemza, Peterek, Górka, Majcherek.

Zdarza się nieraz że mecze decydujące o wysokich pozycjach nie stoją w proporcji do ich doniosłości. Gdyby przebieg i poziom meczu decydować miał o mistrzostwie nie możnaby oddać głosu za ślązakami. W formie, w jakiej zaprezentowali się w meczu z Wisła nie posiadają walorów do reprezentowania naszego piłkarstwa.

Mówiąc o niskich lotach Ruchu myślimy naturalnie o ataku, który po ustąpieniu Wilimowskiego i Włodarza nie może przyjść do siebie. Peterek, powolny i nieoglądający się na łączników zna tylko długie rzuty na skrzydła, któremi operuje bez przerwy. Ani jednej kombinacji z łącznikami, ani jednego przyziemnego podania. Urban, pulchniutki i żywy jak fryga, ale umiejący tylko centrować lub obracać się z piłką w miejscu: żadnego biegu, żadnej akcji pomyślanej celowo. Wreszcie - Giemza, wogóle już niewidoczny, biegnący gdzieś daleko w tyle i nie umiejący zawiązać ze swem otoczeniem ani jednej akcji przemyślanej. Na tle tej "wielkiej trójki" młodsze nazwiska reprezentują jedynie ambicję i szybkość. Czyż dziwne, iż atak nie potrafi strzelić bramki? Reszta drużyny znacznie lepsza. W pierwszym rzędzie świetny Tatuś w bramce, pracowici i pewni obrońcy oraz pomoc z Badurą i Dziwiszem na czele, oddająca się bardziej defenzywie, mniej myśląca o ataku.

Wisła na tem tle, jakkolwiek lepsza niż przeciwnik, wypadła słabiej niż na meczu z Pogonią. Przy dobrym bramkarzu raziły niepewne beki, gdzie szczególnie Szczepanik wyprawiał straszne rzeczy, katastrofalnie kiksując. Lepiej wypadła pomoc, królował tutaj Kotlarczyk II, niezawodny w każdej sytuacji i panujący w 100 proc. nad piłką i przeciwnikiem. Brat jego starszy też lepszy, niż w ubiegłym tygodniu. Już wraca do dawnej formy, jeszcze brak podań jak dawniej, ale są one coraz częstsze. Wreszcie Jezierski, wykonujący swą robotę z dużym zapałem i ambicją, zastępuje zupełnie swego poprzednika na tej pozycji.

Słabszy punkt to atak. Przedewszystkiem nie widać Artura na środku! Po długim pobycie na łącznika gracz ten nie może oswoić się z rolą kierowniczą, to też dostawszy piłkę wywalcza sobie pozycję, ale nie myśli o partnerach, co odbija się na całości. Gorszy był również Sołtysik, na skutek czego Łyko stracił kontakt ze środkiem. Zmiana pozycyj i przesunięcie Łyki do środka wypadła korzystnie. Prawa strona grała natomiast nie gorzej niż przed tygodniem. Habowski improwizował początkowo wiele ciekawych rzeczy. Wszystko kończyło się jednak dalekiemi rzutami do środka.

Po pauzie współpracował bardziej z Kopciem, obaj szwankowali jednak pod względem dyspozycji strzałowej.

Obie drużyny grają spoczątku nerwowo. Nikt nie waży się strzelać na bramkę. Tylko Peterek wali z daleka na auty. Atak Wisły pracuje głównie skrzydłami, które z flanki ostrzeliwują bramkarza ślązaków. W serii obustronnych poczynań wykrystalizowuje się po 20 m. przewaga gospodarzy, którzy coraz częściej są pod bramką Ruchu. Ustawiony na spalonym Kopeć omal nie trafia do siatki. Wisła ma coraz wyraźniejszą przewagę, Artur przebija się też przez linię, ale Rurański ratuje w ostatniej sekundzie. Pod bramką Ruchu wre i kipi, ale kończy się na niczem. W 35 m. mecz zostaje przerwany. Peterek zderza się z Kotlarczykiem, obaj mają potłuczone głowy, przyczem pomocnik Wisły zupełnie nieprzytomny schodzi z boiska, wraca jednak później i gra normalnie. Do przerwy Wisła przeważa. Po pauzie obie strony mają sytuacje podbramkowe. Za rękę na lini 16-ki egzekwuje Szumilas wolnego, uzyskuje jednak tylko rzut rożny. Za chwilę piękna główka Peterka grzęźnie w objęciach Madejskiego. Ruch jest obecnie częściej przy głosie i przez 15 minut atakuje. Niebawem sytuacja wyrównuje się i w ostatnich minutach Wisła jest znów lepsza.

Sędzia Krukowski popełnił kilka omyłek.


Tel. Wł.



Naprzód : organ Polskiej Partji Socjalistycznej. 1935, nr 326 - 1935.10.22

RUCH REMISUJE Z WISŁĄ. W Krakowie odbyło się spotkanie ligowe Ruch — Wisła zakończone wynikiem bezbramkowym 0:0. Wynik ten należy uważać raczej za szczęśliwy dla ślązaków, gdyż Wisła nie wyzyskała kilku dogodnych sytuacyj pod bramkowych.


Kurjer Polski. R. 38, 1935, nr 292

Ruch - Wisła 0:0

W Krakowie odbyło się spotkanie ligowe Ruch — Wisła, zakończone wynikiem bezbramkowym 0:0. Wynik ten należy uważać raczej za szczęśliwy dla Ślązaków, gdyż Wisła nie wyzyskała kilku dogodnych pozycyj podbramkowych